Posty

Wiewiór kontra sklep

Wiewiór poszedł do sklepu po piankę do golenia.
Poprosiłam, żeby przy okazji kupił mi mleko.
I ser.
I lody.
Wrócił.
Kupił wszystko, poza pianką.
Zapomniał.
Lis się śmieje.
- Ty się ciesz, że wróciłem cały i zdrowy! - podsumował Wiewiór.

Cheers!

Dzieciatej koleżance nastoletnie dziecię opowiedziało, jak to dziś młodzież na imprezach zażywa. Otóż picie alkoholu jest passe. Ogólnie picie jest passe. Aby dostać stanu upojenia należy zamoczyć tampon w wysokoprocentowym alkoholu i włożyć/przłożyć do odbytu. Alkohol dostaje się wtedy bezpośrednio do krwi, odlot jest szybszy, a jak matka po imprezie każe chuchnąć, to nic nie poczuje!
Zbaraniałam.
Poczułam się jak badacz nowych kultur, co najmniej jak Bronisław Malinowski, czy Tony Halik. Zapragnęłam dowiedzieć się, jak wyglądają okoliczności towarzyskie takiego zjawiska. Czy każdy z uczestników imprezy sam sobie ten tampon wkłada? Koledzy sobie nawzajem? Jak tu wykonać tzw. bruderszaft? Czy każdy sam sobie moczy tampon, czy może jest jakiś mistrz ceremonii, który przygotowuje dla wszystkich? Czy "zagrychę" podaje się w postaci czopków? Te i inne pytania nurtują mnie teraz niezwykle. Jeśli macie pomysły - piszcie. Jeśli macie doświadczenia - piszcie koniecznie! Tylko tak..…

Bardzo bolesne doświadczenie

Od ponad dekady pracuję na pełen etat.  Staram się.  Mam dobre wyniki. Nawet awansowałam. Nie mam nałogów, ani drogiego hobby. Nie jeżdżę na wakacje. Kawę piję rozpuszczalną. Nędzna, ale na lepszą nie mam.
Właśnie kazałam sobie usunąć ząb, bo nie stać mnie na jego wyleczenie. Siedzę i krwawię. Płakać nie mogę, bo znieczulenie trzyma. Ale chciałabym się rozpłakać. Czuję się taka upokorzona. Przegrana.
A przecież tylu ludzi ma gorzej niż ja...

... staje się ciałem

Zakochałam się w American gods od pierwszego wejrzenia. W książce. Teraz pochłaniam serial na jej motywach.
Żeby nie robić spoilerów: to opowieść o ludziach, którzy na przestrzeni wieków przybywają do Ameryki i zabierają ze sobą swoje wierzenia. Owe wierzenia zaś stają się ciałem. Konsekwencją tego jest przepiękna powieść.
Jednym z moich ulubionych wątków jest malutka, poboczna historyjka o Essie McGowan z Irlandii. Essie wierzy we wróżki i leprechauny, które podążą za nią do Nowego Świata, do Wirginii. W dniu śmierci przychodzi po Essie leprechaun - ten, w którego wierzyła całe swoje życie. Ile razy o tym czytam, tyle razy mój wewnętrzny lis smarka ze wzruszenia w kitę.
Gdyby Wasza wiara była tak silna, jak wiara Essie, kto by do Was przyszedł na końcu?

Surrealizm

Oglądam zdjęcia, jak policja zamyka Frasyniuka za protesty antyrządowe. Nie sprzed trzydziestu lat. Sprzed dwóch dni. Patrzę i nie wierzę. Im bardziej patrzę, tym bardziej nie wierzę.

Pointa

Gdzieś mi w necie mignęło, że dziś jest Dzień Przyjaciela. Już się miałam popełnić zaangażowaną notkę na zadany temat, aż tu dotarło do mnie, że Międzynarodowy Dzień Przyjaźni jest w lipcu.
Zatem nie ma notki. Z moimi przyjaźniami jest identycznie.

Bicie

Usłyszałam w miejscu pracy słowo "ciapaty" w odniesieniu do człowieka.
Od osoby, po której się nie spodziewałam.
Jakbym dostała batem.
Od ludzkości.
Na gołe człowieczeństwo.