Posty

Wyświetlanie postów z 2015

Hej Sokoły

Ostatnio robię rzeczy zupełnie dla mnie nowe i dość trudne.

- Już druga osoba powiedziała, że jest ze mnie dumna! - pochwali się Lis.
- Też jestem z ciebie dumny - dorzucił Wiewiór.
- A ty dlaczego?
- Bo poznałaś Sokoła Milenium z wyglądu!

Tak moi drodzy, oglądając VII część Gwiezdnych Wojen od razu poznałam Sokoła Milenium. Czyż jest bardziej życiowy problem?

Historyjka o zbrukaniu

Dawno temu była sobie Dziewczyna. Był też sobie Chłopak. Mieli się ku sobie, ale jakoś ogólnie im nie wychodziło. Oboje byli żarliwie wierzący, więc przed ślubem najwyżej buzi i trzymanie za rączkę. Ale jakoś na ślub się nie kroiło. On bardzo ubolewał. Zwierzył się Koledze i wpadli razem na plan, co by tu zrobić, by Chłopak i Dziewczyna znów byli razem.  Szatański plan polegał na tym, że Kolega umówi się z Dziewczyną, wykorzysta ją seksualnie (za jej zgodą lub bez), a następnie porzuci. Dziewczyna miała się poczuć zeszmacona i nieszczęśliwa. Wtedy do akcji wkroczyłby Chłopak i pocieszając swą "zbrukaną" ukochaną, odzyskałby jej uczucie spotęgowane wdzięcznością, że oto on chce taką ... używaną. Dziewczyna kopnęła Kolegę w krocze i nie dała się "zbrukać". Panowie wtedy wyjawili, jaki mieli plan. Przecież chcieli dobrze. Kurtyna.
Dziewczyna i Chłopak mięli wtedy po 18 lat. Ich historia przypomniała mi się teraz, kiedy zauważam, jak bardzo pozbawieni rozumu potrafią …

Fajnie jest być wolnym

Sułtan Brunei zakazał symboliki świąt Bożego Narodzenia w przestrzeni publicznej swojego kraju, a chrześnicjanie mają świętować za zamkniętymi drzwiami tak, aby nikt ich nie widział.  Ten zabieg ma chronić wiarę muzułmanów. Tylko przed czym? Czy naprawdę widok innej kultury szkodzi? Jak słaba musi być wiara, której trzeba zasłaniać oczy? 
Sama nie jestem fanką symboliki chrześcijańskiej w przestrzeni publicznej. Marzy mi się laickie państwo. Dobrze mi z moim światopoglądem bezchoinkowym, ale nawet słysząc Last Christmas, nie chciałabym tego niszczyć. Fajnie jest być wolnym. I fajnie jest widzieć, że inni też cieszą się wolnością.
Zatem jeśli obchodzisz Gwiazdkę / Yule / Gody / Chanukę etc. życzę Ci miłego świętowania. Jeśli  obchodzisz święta szerokim łukiem, to życzę Ci świętego spokoju.

Mój Ci On!

Czytam etykiety. Zwłaszcza na produktach spożywczych. Wiewiórski niechętnie. Zwłaszcza na produktach spożywczych. 
Kilka miesięcy temu zaczęłam wdrażać nowy tryb postępowania - zanim kupisz/zjesz - przeczytaj. Lekko nie było. Opowiadałam długie historie o tym, co dana substancja robi w organizmie, ale po nim to spływało jak woda po kaczce (po wiewiórze?). Aż tu nagle... Szukamy w sklepie powideł, sięgam po słoik, a Wiewiórski do mnie: Zostaw to badziewie, syrop glukozowo-fruktozowy!
Myślałam, że się popłaczę ze wzruszenia :)

The force is calling to... me?

Wiewiór jest fanem Gwiezdnych Wojen, więc musiałam obejrzeć "Przebudzenie mocy". W ramach solidarności małżeńskiej. Obejrzałam.

Przemyślenie:
W tej części ciemna strona mocy to "Nowy porządek" (First Order), który do złudzenia przypomina mi ... polskie władze. Jest Wielki Szef, jego marionetki ze swoimi ambicyjkami i tysiące bezwolnych wykonawców, którzy zaprowadzają swój nowy ład. Niszcząc przy okazji wszystkie inne łady.

Ciekawa jestem, czy to ja już mam skrzywiony obraz świata, czy rzeczywiście analogia jest aż tak oczywista.

Jak dupa z pokrzywy

Codzienność aż wrze od polityki. Niestety ze szkodą dla nas wszystkich, bo paskudne zachowania politycznych krzykaczy włażą pomiędzy ludzi i mnożą się jak głupie. Już po raz kolejny słyszę jak rodziny się ze sobą kłócą na śmierć i życie o to, kto na kogo głosował. Z każdym dniem sporu o TK jest tego więcej. 
Jestem KODerką, ale do głowy nie przyszłoby mi zwymyślać od debili kogoś, kto głosował na PIS. Mogę się nie zgadzać, mogę wyjaśniać dlaczego, próbować przekonać, ale obrzucić inwektywami tak po prostu? W głowie mi się nie mieści. A tak się kłócą teraz rodzice z dziećmi, partnerzy między sobą, przyjaciele. 
Usłyszałam już o sobie, że jestem zmanipulowana i opłacona, że jestem gorszym sortem, komuchem, resortowym dzieckiem i banksterem. Nawet coś o folksdojczach było. Te inwektywy naprawdę źle świadczą nie o mnie, ale o tym, kto je wypowiada, więc nie czuję się jakoś bardzo dotknięta. 
Nie mogłabym natomiast podobny sposób odezwać się nawet do osoby obcej, a co dopiero do kogoś bli…

Marsz

Wczoraj maszerowałam w Warszawie w obronie demokracji i jestem pod ogromnym wrażeniem.
Widziałam już kilka demonstracji z bliska i wiem do czego jest zdolny wzburzony tłum. To żywioł. Bardzo niebezpieczny. Tymczasem wczorajszy marsz był pełen pozytywnych emocji. Nikt się nie przepychał, nie było żadnej agresji. Jeśli ktoś krzyknął nieparlamentarne słowo, to reszta go uciszała. To był marsz pokojowy. Czasem prześmiewczy, bardzo stanowczy w swym wydźwięku, ale spokojny. Widziałam małe dzieci i emerytów z laskami. Byli ludzie na wózkach i o kulach. Szedł nawet pan z kroplówką! 
Ten tłum generował niesamowitą energię. Tudno ją oddać słowami. Ponieważ Kota tam nie było, co jakiś czas nagrywałam dźwięki i przesyłałam jej, żeby mogła poczuć atmosferę. Wiem, że duchem była z nami.
Mamy państwo niedoskonałe, ciągle w budowie, ale nasze. Przez 25 lat transformacji udało nam się osiągnąć dużo dobrego. Konstytucja jest jednym z tych dóbr. Fajnie jest czuć, że te pozytywne rzeczy są warte obrony …

Analne fantazje idioty

Pewne sprawy są oczywiste: nie lubisz buraków, to ich nie jesz, nie lubisz pływać - nie chodzisz na basen. Wydawałoby się, że to proste. A nie. Przynajmniej nie w momencie, kiedy dotyczy to dupy. 
Logika nakazywałaby: nie lubisz seksu analnego, to go nie uprawiasz i nie ma co dalej drążyć tematu. Ostatnio jednak jestem pod wrażeniem hejtu, jaki dotyka moich homoseksualnych znajomych. Ludzie, którzy najwyraźniej nie lubią seksu analnego, proponują im włożenie w dupę różnych przedmiotów. Były butelki, szczotki do kibla, a prezydentowi Słupska ktoś nawet zaproponował choinkę.
Dlaczego?
Czy logika nie nakazywałaby trzymać się z dala od owej dupy, której ktoś tak bardzo nie lubi? Pan Freud miałby tu chyba dużo do powiedzenia, gdyby zobaczył takiego hejtera, co to niby seksu analnego się brzydzi, a fantazjuje o wpychaniu komuś choinki. Jakieś ukryte pragnienia? Tęsknoty? Bo przecież nie zwykłe "nie lubię". W przypadku "nie lubię" wystarczy metoda jak przy burakach.

Hejt…

Granica

Podobno nie należy ludziom przeszkadzać w realizacji ich wyborów życiowych. Nawet jeśli te wybory są szkodliwe dla nich samych. Nawet jeśli kochamy. Nawet jeśli widzimy niebezpieczeństwa tuż tuż. Bo każdy ma prawo do swoich błędów.
Człowiek, który bardzo mnie skrzywdził, pakuje się w taki pasztet. A ja zamiast pomyśleć a, żeby cię @#$%&, myślę, że zrobi sobie krzywdę i strasznie mi go szkoda. Serce mnie boli na myśl, że będzie cierpiał.
Nie powiem. Ale bardzo bym chciała, żeby ktoś go ochronił.  Nawet jeśli by to wymagało spuszczenia cegły na głowę, żeby oprzytomniał. Albo kilku cegieł. Pewnie go już nigdy nie zobaczę. Ale i tak nie chcę, żeby cierpiał.


Argument

Sklep obuwniczy. Matka w szale przymierza buty. Para za parą. Obok nudzi się dwulatek. Stos pudełek po butach rośnie. - Mamaaaaa... - Siedź grzecznie - mówi mama i łaps za kozaczki ze szpilami. - Mamaaaaa... - młody szura pudełkami, kręci się, fika po pufie. Aż wreszcie nie wytrzymał. - Mama! Dupa mnie boli!

jest dziwnie

dziwnie jest nie dać prezentu na urodziny.
dziwnie jest udawać, że się nie pamięta.
dziwnie jest powtarzać, że to nie ma znaczenia.

Kiepski przystanek

Wychowałam się z myślą, że niezależnie od tego jak trudna będzie ścieżka, to doprowadzi mnie w dobre miejsce. Zupełnie niedawno odkryłam, że zdarza się wpaść w sytuację, z której każde wyjście jest złe. Na razie nie wierzę, że to kiepski przystanek na drodze do dobrego miejsca, ale może kiedyś... Dziś znów kiepski przystanek na drodze.  Nie wymyślono chyba jeszcze leku na bezradność wobec choroby bliskiego człowieka. I jakoś nie umiem w tym znaleźć sensu.

Miłość niejedno ma imię

Kolega Zasadniczy mówi o optymalizacji szczęścia.
Lis - Ty to zamiast serca masz tabelkę excela.
Zasadniczy - Masz tam swoją kolumnę.


To było jedno z najpiękniejszych wyznań, jakie słyszałam.

Wartownik potrzebny od zaraz

Harper Lee napisała "Zabić drozda" i dostała za nią nagrodę Pulitzera (oraz kilka innych). Z tego jest znana. Znacznie mniej osób wie, że napisała też "Idź, postaw wartownika", który opisuje dalsze losy Atticusa Fincha i jego córki Jean Louise. W "Zabić drozda" Jean jest kilkuletnią dziewczynką i to jej oczami poznajemy świat. W drugiej części Jean jest już dorosłą kobietą. A Atticus nie jest już kryształowy.
O czym jest książka "Idź, postaw wartownika"? O sumieniu. O historii Stanów Zjednoczonych oraz o mechanizmach historycznych świata. O miłości. O zaufaniu. O ludzkich charakterach. O rodzinie. O społeczeństwie. O różnych kulturach. O cywilizacji. O marzeniach. O domu. Chyba łatwiej powiedzieć o czym ta książka nie jest.
Dla mnie jest ważna ze względu na jeden wniosek Jean Louise - że nie wolno przywierać swoim sumieniem do sumienia drugiego człowieka. Nie można ze sobą dwóch sumień utożsamiać. To, że dla jednej osoby coś jest niepojęte, nie…

Zawleczka

Wyobrażacie sobie, co by się musiało stać w waszej głowie, abyście założyli pas szahida? Co musielibyście stracić? A może czegoś tak bardzo wam brak, że za cień obetnicy gotowi byście byli do utopienia całego świata we krwi? We własnej krwi? Tak po prostu któregoś ranka można się obudzić z pomysłem - a, rozpierdolę se jakieś miasto i siebie przy okazji?
Wydaje mi się, że trzeba być strasznie nieszczęśliwym i pozbawionym nadziei. Trzeba widzieć w innych ludziach tylko przedmioty. Trzeba było samemu poczuć się przedmiotem.
Ogromnie mi szkoda wszystkich ofiar terroryzmu. Także tych, którzy wyciągają zawleczkę granatu. Dla mnie to też są ofiary. Zbrodniarze i ofiary w jednej osobie.

Kotlet biało-czerwony

Młodzi narodowcy drą się w moim mieście, że wolą kotleta. Mam bardzo pozytywny stosunek do kotleta, ale żeby zaraz o tym krzyczeć na moście? Żeby race odpalać? Żeby ozdabiać to flagą państwową? Ciekawe co by na to powiedzieli Marszałek z Kasztanką...
Lubię patriotyzm nowoczesny. Taki, który polega na płaceniu podatków i dbaniu o swoją okolicę. Wybór polskich produktów, dbanie o środowisko, przestrzeganie prawa, troska o wspólną własność i szacunek dla innych - to jest dla mnie patriotyzm. Taką patriotką jestem. Mój kraj nie potrzebuje krzykaczy z zakrytymi twarzami tylko uczciwej pracy. A po uczciwej pracy może być kotlet.

historia pewnej sałatki

lis zrobił sałatkę warzywną i postawił miskę pełną sałatki na stole w czas obiadu. lis - wiewiór, spróbuj sałatki. jak ci smakuje ? wiewiór spróbował, skrzywił się - taka sobie. trudno się mówi, nie pasuje, to nie pasuje. lis sobie nałożył troszkę, ogląda się, a tu miski brak. wiewiór zamiast sobie nałożyć troszkę, sprzątnął całą miskę i radośnie wsuwa. lis - jak śmiesz obrażać moją sałatkę z gębą pełną tejże? mów, że jest zajebista, ale już!

prawie jak BOR

wiewiór - od czego ja cię mam?
lis - żebym cię broniła przed tygrysami.
wiewiór - tygrysami? jakimi tygrysami?
lis - takimi w paski. zaatakował cię kiedyś tygrys?
wiewiór - nie.
lis - widzisz jaka jestem skuteczna?

zakłócenia na linii

lets go, wiewiór! - powiedział lis.
leć z gołą wiewiórą! - usłyszał wiewiór.

non serviam

nie byłam na grobach. nie rozdawałam dzieciom cukierków.
jest mi właściwie obojętne, którego święta nie obchodzę.
non serviam.

jedna łapka bardziej

od jakiegoś czasu lis ma jedną łapkę bardziej. więc poszedł lis do lekarza. lekarz obejrzał, wypisał recepty (ja-pierdziu-jakie-drogie!).
lis - a czemu się takie robi? pani lekarz - a wie pani, niedawno były prowadzone bardzo ciekawe badania na temat tego schorzenia. dopiero co przeczytałam o tym artykuł. lis - zatem dlaczego? pani lekarz - nie wiadomo. lis -.-
w tej sytuacji ojojanie nad łapką przyjmuję od 6 do 22 w dni powszednie i od 9 do 22 w weekendy. tam, gdzie nauka nie sięga, trzeba jej pomóc.

nokaut

sprzątam. znalazłam stare zdjęcia, na których byliśmy szczęśliwą rodziną. trzecia część mojego życia. miłości. troski. by na pożegnanie usłyszeć, że przyjaźń ze mną to nie czas stracony. 
słowa jak policzek. jak nokaut.  jak gwóźdź do trumny. 
nie odpowiedziałam, bo co można powiedzieć, gdy ktoś, komu poświęcasz życie, tak mało je ceni? nic. 
wyrzuciłam zdjęcia.

ciążenie powszechne, skarpety i kalkulacje

przedawkowałam. przez cały ubiegły tydzień godzinami ślęczałam nad o-ja-pierdolę-jakimi-ważnymi arkuszami kalkulacyjnymi. jakbym tego nie skończyła, to by chyba grawitacja przestała działać na planecie. jeśli wierzyć moim szefom. nie wierzę. ale skończyłam. tabelki troją mi się przed oczami.
wiewiór mi kupuje skarpetki wiewiór: jaki kolor chcesz? lis: zielony. jak tabelka excela.

zarzygane królewny

pamiętacie klub smutnych dziewic? to takie panny, których bliscy mężczyźni wywinęli jakiś paskudny numer. wczoraj dwie smutne dziewice zawalczyły o swoją godność w kontaktach ze swoimi ex-bliskimi. zachowały się obie tak, że niczego nie można im zarzucić. damy. obie przypłaciły to wymiotami zaraz po, ale co tam.
sama rzygałam na trawnik, ale wiedziałam, że postąpiłam właściwie, że dużo można mi odebrać, ale nie poczucie własnej wartości, nie godność. nie zniżyłam się do gniewu. tylko do trawnika, ale to nie dyshonor.
obie zarzygane królewny umyły się, pocieszyły wzajemnie, poprawiły korony i zasuwają dalej. 
lekcje życiowej mądrości bolą, ale obie zaliczyłyśmy.

takie będą rzeczpospolite...

nie lubię uczenia się w autobusie. zwłaszcza porannnym. a już najbardziej w takim, którym jadę ja, a ktoś mnie szturcha wielgachnym zeszytem :) dzieciaki często nie wiedzą, że to głupiego robota - bardzo trudno w takich warunkach coś przemyśleć. często potrafimy odtworzyć przyswojony w ten sposób tekst, ale niewiele z niego pojmujemy. dlatego marudziłam zawsze moim uczniom, żeby uczyli się w spokoju i starali się zrozumieć, a nie odtworzyć i wypluć. czytanie na kwadrans przed egzaminem jest gówno warte. 
dziś znowu oberwałam zeszytem. zaglądam do środka, a tam ... program nauczania na bieżący rok szkolny, który zakuwa stara belferka. witki opadły.

niewyjaśnione zagadki wszechświata

świnka morska waży 1-1,5 kg.  przyjmijmy, że dorosły człowiek waży ok 70 kg. zatem jakim cudem dwoje ludzi musi trzymać jedną świnkę, żeby ją wykąpać, albo obciąć pazury?? gdzie jest fizyka, ja się pytam?!

droga usłana różami

dostałam kiedyś niebieskie róże. były paskudne. miały być niebieskie, bo to podobno symbol zaufania. 
zaufanie zostało zawiedzione. niebieskich róż przecież nie ma. to tylko sztuczny barwnik. tylko pozór.
dopiero dziś się dowiedziałam jak się robi taką niebieską różę i zrobiło mi się smutno. przecież róże w kolorach natury są piękne. i stokrotki. i chabry. każde zielsko, które jest prawdziwe. z ludźmi to samo.
inni uważają, że niebieska róża to podążanie za ideałem niemożliwym do osiągnięcia. z deszczu pod rynnę. 
może dlatego kwiaty przy mnie więdną. za dużo od nich wymagam.

po prośbie

uprzejmie proszę o trzymanie za mnie kciuków jutro, albowiem mam stracha. dziękuję.

kot, lis, fizyka i literatura

jak się kto naczyta o teorii nieoznaczoności heisenberga i o efekcie tunelowym, a potem poprawi to szczepanem twardochem, to potem wychodzi takie coś:
kot jest lisem, lis jest kotem, świat jest kotem, lis jest światem
ja to powiedziałam na poważnie w rozmowie z kotem. dopiero teraz wydaje mi się, że to brzmi, jakbym była nawiedzona :-)

autobus obiecany

wypadek. za duże słowo. incydent. o, tak! brałam udział w incydencie drogowym. dało mi to do myślenia, bo się ucieszyłam. że nie ma rannych, że nic się nikomu strasznego nie stało. blachę się wyklepie, śrubki dokręci i będzie super.
kiedyś bym się złościła, że niewygody, straty, spóźnienia, pech, zawsze coś itd.
a dziś się cieszyłam, że jestem cała. że ludziom wokół nic się nie stało. że mogło być gorzej, a wcale nie było.

"- Bucholc nie żyje! pan wie?... Miał fabryki, miał miliony, był całym hrabią i nie żyje! A ja nie mam nic i jeszcze na jutro mam protestowane weksle, ale ja żyję! Pan Bóg jest dobry, Pan Bóg jest bardzo dobry!" Ziemia obiecana, W.Reymont

odpowiednie dać rzeczy słowo czyli użyć seksu, cukru i kasy

jestem literaturoznawcą. umiem powiedzieć o książce troszkę więcej niż podoba się/nie podoba się* (*niepotrzebne skreślić), ale wobec wielkich dzieł szkoda języka strzępić - i tak nie nadąży.
przeto tłumaczę maślance, czemu mnie wynik nagród nike nie zadowala. albowiem olga tokarczuk wielką pisarką jest, ale drach! drach szczepana twardocha jest książką genialną. jest jak orgazm, tort z wisienką i podwyżka w jednym. maślanka nie czytał dracha, a zrozumiał.

jedynie słuszny wniosek

łóżko się pode mną zarwało...

nie robiłam nic niegrzecznego!
nie jestem gruba!
łóżko jest wredne!

od obojętnych cnót

nigdy nie ufałam ludziom, którzy są zawsze uprzejmi, uśmiechnięci i sympatyczni. instynkt mi podpowiadał, że to wbrew naturze. a wydarzenia ostatnich miesięcy przekonują mnie, że miałam rację (kochany instynkcie, obiecuję, że będę cię słuchać!). 
przeto drogi czytelniku, jeśli mnie lubisz, bez krępacji mów mi wyrazy nieparlamentarne, strzelaj fochy, albo rzucaj talerzami. jeśli czujesz taką potrzebę. w miarę możliwości nie we mnie z tymi talerzami. umiejętność wyrażania złości bardzo pomaga budować pozytywną relację, a ja chcę pozytywnie z całym światem. ale nie oszukańczo. nie sztucznie. nie z zakiszonymi przez miesiące niechęciami i żalami. uśmiech nie ma wartości, jeśli za nim nie kryje się prawdziwa sympatia, więc nie masz się co dla mnie silić. nie docenię.

Chroń mnie od obojętnych cnót,
strzeż mnie od ludzi obojętnych
Ja wolę biedę głód i chłód
wśród gniewnych, winnych i namiętnych
Paweł Hertz

fajne babeczki

znam fajne babeczki. dobrze wykształcone, ładne, samodzielne finansowo. mają pasje i porządnie poukładane pod sufitem. 
te babeczki mają facetów, którzy ich nie szanują. nie pomagają im w życiowej dupie, nie dbają o ich potrzeby, próbują kontrolować nawet to, co babeczka na siebie zakłada i z kim się ma spotykać. 
a babeczki zamiast kopnąć niczym lewy w polu karnym, godzą się na to. płaczą w poduszkę i kupują ubrania, które on aprobuje. spełniają jego potrzeby. jak uderzy, to milczą, a jak odejdzie rozpaczają.
babeczki kochane, dlaczego? jesteście piękne, mądre i dobre. macie ogrom miłości do ofiarowania i pozwalacie ją wysysać pasożytom.

krok do miłości (nie mylić z fetyszyzmem)

lis i kot mają dziwne zwyczaje. każda para, która długo ze sobą jest, wypracowuje własny system znaków. naszym znakiem są stopy. 
kiedy fizycznie jesteśmy od siebie daleko, strzelamy sobie footselfie i wysyłamy jedna drugiej. zatem wiem, w jakich kaloszach kot chodzi po plaży, po jakim parkingu chodzi do pracy, w jakich skarpetach chodzi po domu. ona widuje moje stopy wystające spod koca, albo z wanny.
te zdjęcia mówią "stoję obok ciebie, kochana".

z tym proszkiem wszystko można

autobus. dwie mamusie nadają urzeczone brzmieniem swych głosów. mój synuś to, moja córcia tamto etc.
i nagły zwrot akcji!
mamausia 1: no tak te rękawy wybrudziła, że nawet w vanishu tego nie mogłam doprać!
mamusia 2: pierdzielisz!!

forever muminek

 Ja nie chcę być zgładzony! - zapłakał Ryjek. - Znalazłem grotę i nie mam czasu się zgładzać!
 Tove Jansson Kometa nad Doliną Muminków

pokutuje twierdzenie, że muminki są dla dzieci. jak występują puchate trole, to pewnie bajka. tylko, że żadne dziecko nie dostrzeże pewnych prawd, oczywistych dla dorosłego. 
otóż: - ryjek to tchórz i materialista; - włóczykij to idealista, ale boi się zobowiązań i odpowiedzialności; - migotka jest płytka jak zupa w talerzu; muminek to widzi, ale i tak ją kocha; - żaden paszczak nie umie nawiązać relacji społecznych i rekompensuje to sobie np. fanatycznym kolekcjonerstwem; - mała mi jest wredna; nie tylko w żartach.
czy to są postacie z bajki dla dzieci? to my, nasi sąsiedzi, rodzina i przyjaciele. to te osoby, z którymi jesteśmy, choć czasem chcielibyśmy je zdrowo w dupę kopnąć. książki o muminkach to nie bajeczki. to miluśne puchate mordki, które mówią, że w życiu może być całkiem chu... nieprzyjemnie. a jednak są razem. to też przekaz dla dorosłych.

dziewica i kanapka

pamiętacie klub smutnych dziewic? jedna dziewica nam się wykrusza. już nie jest smutna. otrząsnęła się ze swoich smutków. dostała kopa, ale wstała, otrzepała się i jest silniejsza. ze świeżą blizną, ale żyje! 
chciałabym zobaczyć jej doktorat. dobrego człowieka u jej boku. jej uśmiechnietą twarz na zdjęciach z miejsc, które kocha. jestem pewna, że to wszystko zobaczę. oby jak najprędzej.
a ja? idę do przodu, choć nie tak szybko, jakbym chciała. od tamtej chwili schudłam 5 kg. mam trudności z jedzeniem. smutek sznuruje mi usta. ale powiem wam, że jak porozmawiałam z tą weselszą dziewicą, to aż sobie kanapkę zrobiłam.

cud lokalny

wokół mnie są dobrzy ludzie. wycierają nos, podnoszą jak upadnę, słuchają, kiedy mówię. nie mam wątpliwości, że to kim jestem kształtuje się w relacjach z ludźmi. dlatego tak bardzo cenię każde dobre słowo, przyjazny gest. zwłaszcza kiedy mi źle.
jednak pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że kiedy płakałam, ktoś zaproponował, że zadzwoni do mnie i mi zaśpiewa, żebym się uśmiechnęła (dziękuję, maślanko!).
pragnę też zauważyć, że pewnego kota anieli żywcem do nieba wezwą, bo czuwa nade mną niemal dzień i noc, a mojego wiewióra czeka rychła kanonizacja. 
czy to możliwe, że ja zasłużyłam na tyle dobra?

Swego bliźniego, jak siebie samego

Niektórzy ludzie boją się nieznanego. Inni islamskich enklaw w swoim mieście, terroryzmu, przemocy. Ja się boję sympatycznych ludzi, którzy z uśmiechem proponują innym ludziom komory gazowe.
Boję się również pyskówek zaogniających konflikt. Jeśli nazwiesz człowieka "ciapatym", czy naprawdę widzisz w nim osobę? Jeśli przeciwnika przyjmowania uchodźców nazwiesz "nazistą", to wysłuchasz tego, co ma do powiedzenia? W obu przypadkach głęboko wątpię.
Zawsze znajdzie się gdzieś kretyn i ekstremista. Po każdej stronie konfliktu można takich znaleźć. Każdy problem roztrząsają ludzie na różnych poziomach intelektualnych. Mam jednak ogromny żal do polskich mediów, że zamiast wspomóc rzeczową debatę o tym co możemy, a czego nie, pokazują wyłącznie ekstremizmy - jednych straszą terrorystami, a drugich wyzywają od nazistów. To ma być nasze człowieczeństwo? W obliczu cierpienia drugiego człowieka stać nas tylko na pyskówki? To nie islam nas zniszczy - sami się zatrujemy własną n…

lalunia

zdaniem wiewióra niewiele jest rzeczy, na które nie pomoże porządna nawalanka na kompie. na anginę doradził mi diablo 3. 
latam więc półgołą mniszką o imieniu lalunia i sieję spustoszenie wśród zombie. wiewiór - jak ci idzie? lis - super; właśnie bohatersko zabiłam beczkę.

chyba nie będę bohaterem

bez babciowania

angina.
nie pierwsza.
nie ostatnia.

pierwszy raz bez pytań mojego przyjaciela, czy mi pomóc, kupić, przynieść. nazywałam to babciowaniem, bo przesadzał strasznie.

trzymajcie za mnie kciuki, bo boję się ogromnie.

ruski lisek

autobus, mama z 3 letnią dziewczynką czytają książeczkę
mama - a co to?
mała - lisek
mama - a jak się nazywa ogon liska?
mała - kita!
mama - świetnie! a jaki lisek ma kolor?
mała - pomarańczowy.
mama - ten kolor ma też inną nazwę.
mała - ?
mama - ru...
mała - ruski!

w środku w czesiu

czepiam się życia ze wszystkich sił.
i ludzi.
i zdarzeń.
a smutek cały czas we mnie siedzi.


z dalekiego berlina

przeczytałam my, dzieci z dworca zoo christiane f. 
bardzo długo bałam się tej książki, a teraz treść we mnie wsiąka i jestem zachwycona. dlaczego się bałam? bo ja się boję książek o staczaniu się, o rozpaczy, o sięganiu dna. christiane pisze o uzależnieniu od heroiny, a ja nawet antybiotyków nie biorę, więc bać się nie powinnam. a jednak. 
to, co naprawdę przeraża, to nie gotowanie hery na łyżeczce w kiblu i nie obciąganie obcym chłopom za działkę. przeraża świat, którego na trzeźwo nie da się znieść. stosunki międzyludzkie w wielkim mieście. to jest dopiero straszne. 
czy ja wiem, jak to jest, kiedy każdy dzień boli? kiedy rozpacz wyciska powietrze z płuc? tak, wiem. ostatnio nawet aż za dobrze. czytam o dziewczynce z berlina zachodniego sprzed 40 lat, a rozumiem każde słowo, choć to inne miasto, inne czasy, a i ja jakby dojrzalsza. nie ćpam, ale gdybym wierzyła, że to choć na chwilę może ukoić tęsknotę po stracie kochanej osoby, byłabym pierwszą ćpunką kraju. ale nie wierzę. 
ksią…

ważna sprawucha

bawiłam się dziś jak dziecko.  w sklepie z zabawkami.  nie sądziłam, że jeszcze potrafię.
właściwe pytanie nie brzmi dlaczego? właściwie pytanie brzmi: dlaczego tak dawno tego nie robiłam?
ty, czytelnik, a ty kiedy ostatnio się bawiłeś? 


tęcza a spawa lisiowiórcza

lis do wiewióra - chodź! zrób! przytul! etc.
wiewiór - normalnie jak baba!
lis - nie podoba ci się baba, to gejem zostań.
wiewiór - gejem? jak już rozebrali tęczę?

prawdy, dupy i dziwne upodobania

od jakiegoś czasu w moim bliskim otoczeniu obserwuję osobę z przedziwnym zboczeniem. mój obiekt badań podnieca się ... opisami nieszczęść. jeśli świat jest podły, okrutny, a bohater jest bardzo skrzywdzony, głodny, wypędzony z domu (najlepiej na śnieg przez bezlitosnych żołnierzy), wtedy historia jest wspaniała. nie ma to nic wspólnego z sadyzmem. po prostu jak bohater myśli poztywnie, stara się i osiaga jakiś sukces - jego historia jest nudna. natomiast jeśli ponosi porażkę - historia jest ciekawa. 
zapytałam dlaczego. przecież ludzkie losy układają się różnie, nie tylko tragicznie, ale i bardzo szczęśliwie. taki badacz ludzkich losów, jak mój obiekt, powinien to wiedzieć. dlaczego zatem tragedie tylko są godne uwagi? usłyszałam odpowiedź: bo to prawda.
no cóż. prawda jest jak dupa, każdy ma własną. jednak jeśli kiedyś dojdę to podobnego wniosku - że tylko tragedia jest prawdą, to mnie w nią kopnijcie.

black magic is black

lis - kot mówi, że jestem czarownica. meee....(rozpacz w głosie) wiewiór - dopiero teraz zauważyła?? 
i ty, brutusie? e... znaczy wiewiórze?

dziewczyny z syberii

Najczęściej na zesłaniu umierały dzieci, starzy ludzie i właśnie młodzi mężczyźni. Kobiecych nazwisk na listach było mniej. Dało mi to dużo do myślenia, ale wszystko zrozumiałam dopiero po wielu latach, kiedy patrzyłam wstecz na swoje życie. Zesłanie, śmierć ukochanego, siedem sowieckich więzień, a potem czterdzieści lat ciężkiej pracy w siermiężnym PRL(...) To dowód na to, że kobiety wcale nie są płcią słabą.
Dziewczyny z Syberii Anna Herbich
chciałam napisać dwa slowa o tej książce, ale powyższy cytat oddaje znacznie więcej, niż zdołałabym powiedzieć. bardzo polecam tę pozycję. literacko żaden cud, ale cudem są historie opowiadane przez bohaterki. człowiek może bardzo dużo. warto o tym pamiętać, kiedy się zapętlimy w swojej codzienności.

romans emeryta

lis i wiewiór na spacerze. park. ławeczka.

dawno, dawno temu, jak jeszcze nie było fejsbuka, lis i wiewiór obcałowywali się na ławce w parku. teraz to się nazywa afiszowanie się swoją orientacją.

dziś lis postanowił przywołać te piękne wspomnienia i wskoczył wiewiórowi na kolana.
wiewiór - złaź.
lis - nie zlezę.
wiewiór - złaź.
lis - nie zlezę! będę siedzieć, póki nie dostanę nagłego ataku reumatyzmu!

taktyka na emerytkę

wieczór, balkon, lis na balkonie. pod balkonem ciemny zaułek. wydeptany, nieco zaśmiecony pozostałościami po libacjach alkoholowych i chuj wie po czym jeszcze. nagle wśród szemrów wieczoru czujne lisie ucho wyłapuje głosy obszczymurków, którzy pakują się pod balkon w celach niecnych pobrzękując szkłem. lis wychyla się z balkonu i chrząka.
obszczymurek spojrzał lisu prosto w oczy i wpadł na najlepszą tego dnia myśl. chłopaki, chodźcie stąd. tu są kamery! - podzielił się z kolegami głębią swych rozważań
poszli.

a kiedyś się śmiałam z babć organizujących z okna całodobowy monitoring osiedla. niedobra ja.

rozmowy o filozofii w literaturze

kot - jestem w księgarni i mam dylemacik. czy sobie kupić książkę o szekspirze, czy o agresji? obie świetne.
lis - szekspir nie żyje. a agresja tak. kup tę o agresji.

właściwie ta rozmowa była czysto filozoficzna, bo kupiła obie.

odwiedziny

mój dziadek lubi eleganckie kobiety.  dlatego ubrałam się elegancko, założyłam biżuterię, podmalowałam oko. przyniosłam mu elegancki kwiatek. położyłam go na eleganckiej kamiennej płycie.
niektórzy mówią, że idą na cmentarz porozmawiać,bo czują obecność swoich bliskich. ja nie czuję. mam w sobie jakiś kawałek mojego dziadka i noszę go, gdziekolwiek się udam. grób wciąż wydaje mi się czymś abstrakcyjnym. dziwacznym. za nic nie mogę zrozumieć, czemu na kamieniu ktoś wypisał moje nazwisko. nasze nazwisko.
nie rozumiem śmierci. wiem tylko, że dziadek lubi eleganckie kobiety, więc ubrałam się elegancko.

niby lis, a jakby nieco świnka

świnka chora. wiecie, czego potrzebuje chora świnka? opieki. leków. trochę przysmaków, żeby łatwiej było znieść chorobę. spokoju, ale i trochę uwagi, żeby nie było nudno. czuwania i gotowości do niesienia pomocy, jak potrzeba. za to daje całą swoją pogodną świnkowatość. nawet w chorobie. czego świnka nie potrzebuje? nadziei, że się poprawi.
ze mną dziś tak samo.

prozą się życie pisze, prozą!

lis i wiewiór na zakupach.
lis widzi śliczną sukienkę. tak akurat na lisa.
lis (przeciagle) - widzę fajną sukienkę...
wiewiór - to się tam nie patrz!

spisek

nie jestem wrogiem przekleństw, ani fanem teorii spiskowych, ale... 
po obserwacji nocnego życia pod moim blokiem, dochodzę do wniosku, że istnieje tajne stowarzyszenie ludzi mówiących "kurwa" o trzeciej nad ranem pod oknami sąsiadów.
przedstawiciele tego tajnego kręgu stali dziś pod moim oknem i powtarzali niemal jak modlitwę słowo "kurwa" przez ok godzinę.
e?

miskologia stosowana

znacie indiańską bajkę o wilkach? podobno w każdym człowieku toczy się walka dwóch wilków. jeden uosabia gniew, pychę, zazdrość, chciwość i kłamstwa. drugi jest radością, współczuciem, miłością i życzliwością. wygra ten wilk, którego nakarmisz.
ja się ostatnio nauczyłam, aby przy każdej myśli zatrzymywać się i zastanowić - dla którego wilka to jest micha? zabieg banalnie prosty, ale jego efekty trudno przecenić. to powinna być osobna nauka: miskologia stosowana. tak odzyskuję mój spokój i pogodę ducha. napasłam już tak tego dobrego wilka, że jest większy od lisa. i dobrze mi z tym!

dupa, kopernik i perseidy

lis i wiewiór wyszli oglądać perseidy. lis się wgapiał w niebo ile sił (bo bardzo chciał pomyśleć życzenie), a wiewiór się dość szybko znudził i zaczął się wgapiać w lisa. a potem nie tylko wgapiać. nagle zbłąkany przechodzień usłyszał tekst "ej, ja się w gwiazdy patrzę! myślisz, że jak kopernik patrzył w niebo, to ktoś go macał po dupie?!"
ale życzenie było! nawet trzy, bo widziałam dziś całą masę "spadających gwiazd".

diagnoza: moce piekielne

znalazłam wczoraj zaniepokojony wpis pani pauliny młynarskiej o ... jakości leczenia problemów psychicznych w polsce. a konkretnie o kierowaniu pacjentów z depresją, czy chorobą dwubiegunową do egzorcysty. jeszcze bardziej przeraziły mnie komentarze - to wcale nie jest odosobniony przypadek. mamy tego więcej. 
zamurowało mnie. jak rozumiem inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny można zastąpić koronką miłosierdzia bożego, bo brak pewnych substancji w organizmie to dzieło szatana. tylko czekać, aż powrócimy do starych, sprawdzonych metod - na 3 zdrowaśki do pieca.
i jak tu zdejmować odium z osób z problemami psychicznymi, kiedy sami lekarze nie pomagają?

fetysze komunikacji

nie zgadzam się z hasłem, że polska jest w ruinie, ale jest jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. czasem nie jest to praca dla władzy.
zakosztowałam ostatnio kolei. TLK, 2 klasa. niezbyt czysto, trochę ciasno, upał potworny, a klimy brak. toaleta nie zachęca. jednak to, co najbardziej rozwalało, to współpasażerowie. brudne ubrania, śmierdzące giry, pachy nie myte od wielkiej nocy, brudne kudły - fuj! myślałam, że to wszystko już znam, ale...
na przeciwko siebie usiadła para. zdjęli buty, bo upał i wyciągnęli sobie nogi. ok. jeszcze ujdzie. aż tu nagle on zakłada stopy na drzwi. a po kilku minutach stawia stopę swojej dziewczynie na twarzy. ta wtula nos w jego palce, zaciąga się, przytula jego nogę do buzi... pociąg pełen ludzi, jedni udają, że nie widzą, reszta gapi się ze szczękami na kolanach.
a ja? nie oceniam. nie było mi komfortowo. i żadne pendolino tego nie zmieni.

intymny związek człowieka i maszyny

mój komputer umarł. tak zupełnie na amen. potrzeba mnóstwo kasy, żeby coś jeszcze z niego było - szlajam się więc po prośbie po cudzych sprzętach. chyba jestem homo informaticus. zamiast serca nie mam wiatraczka do procesora, ale pół mojego życia upycham w maszynę - finanse, przyjemności, kontakty z bliskimi, zabawę, zakupy... kurczę, aż dziwne, że jeszcze nie wymyślono aplikacji, która by za człowieka szła do kibla, ale wtedy pewnie też bym korzystała. żegnam się zatem czule z resztkami pieniędzy i czekam na nowe części.
notka powstała dzięki uprzejmości wiewióra, który postanowił jeszcze pospać i dzięki temu jego komp był na małą chwilę WOLNY. tak, to jest wydarzenie. on też jest uzależniony. podejrzewam, że ma gdzieś nawet ukryte pod ubraniem gniazdko usb, żeby się bardziej połączyć.

dlaczego upał jest potrzebny kobietom po rozstaniu

klęska upału. zamiast zwiedzać, leżymy plackiem. przynajmniej w dobrym towarzystwie, ale jednak plackiem. tylko wiewiór ma siłę, żeby grać. ja nawet nie mam siły myśleć i to jest chyba całkiem dobre rozwiązanie. czasem dobrze jest wyłączyć myśli. po prostu być. tu i teraz. nie do przodu, nie do tyłu, tylko dokładnie w tej minucie, którą pokazuje zegarek.

notka kipiąca seksem

edukacja seksualna to poważna sprawa. gdzie zacząć, żeby nie za wcześnie? co mówić, żeby pozwolić zachować poczucie intymności, a jednocześnie uczulić na konieczność brania odpowiedzialności za własne wybory i przekazać rzetelną wiedzę medyczną?
cały czas mamy w szkołach przypadki ciąż, bo młodzież myślała, że na stojąco to się nie da począć dziecka, albo, że pigułki bierze się tylko w dniu stosunku. moja ulubiona para nie wiedziała, że seks wiąże się z ciążą. najgorsze jest to, że ten płciowy analfabetyzm nie mija z wiekiem i potem "doświadczone" matki mówią koleżankom, że po porodzie pośladkowym nie trzeba się zabezpieczać przez cały rok! nie bardzo wiem, czy jest to bardziej zabawne, czy przerażające.
aż tu nagle zaświtała mi jutrzenka nadziei - spotkałam matkę, która dobrze nauczyła swoje dziecię rozsądku i odpowiedzialności. owa niezwykła matka rzekła córce: dziecko, z chujem nie ma żartów! i wiecie, co? zadziałało!

nie w pełni, a pomimo

uczę się żyć od nowa. wstaję rano z żałobą i jem żałobne śniadanie. myję twarz żałobniczki i żałobnie wychodzę z domu. oglądam, rozmawiam i myślę w żałobie. każda moja myśl, czego by nie dotykała, zaczyna od straty. cieszę się z różnych rzeczy tak, jak cieszy się żałobnik - nie w pełni, a pomimo. to bardzo dziwny stan, kiedy trzeba się zmuszać do rzeczy, które powinny przychodzić naturalnie. dla mnie to nieskończenie trudny stan - dla mojego otoczenia próba cierpliwości.
nawet pranie wieszam żałobnie. żałobną skarpetę, smutnym szczypczykiem przypinam do zrozpaczonej suszarki.  
dam sobie radę. ale to potrwa.

priorytety

drogi pamiętniczku, nie sądziłam, że to możliwe, ale mój wiewiór dłużej wybiera sobie piwo, niż ja buty. życie nie przestaje mnie zaskakiwać!

maleńka prośba do losu

mam wakacje. mam nowe książki. mam wokół ludzi, którzy mnie kochają. będzie dobrze, prawda? dam radę, prawda?

dziecięce imiona, sprzątanie szuflad i dobre słowo

zjadłam dziś obiad w miejscu, gdzie serwują zło w bułce z frytkami (tak, wstyd mi, odpokutuję to). usiadłam obok matki dwóch synów. po kilkunastu minutach odkryłam, że synowie mają na imię zostaw! i przestań!  to trochę dziwne, przecież jest tyle ładnych chłopięcych imion - michałki, wojtusie, krzysie... przez cały czas chłopcy nie usłyszeli ani jednego pozytywnego przekazu od mamy. wyłącznie pretensje, krzyki i pogróżki. skąd mają wiedzieć, że coś robią dobrze? po co mają się starać, jak będzie tylko wrzask? im jestem starsza tym bardziej doceniam rolę pochwały. dlatego jeśli dziś zjadłeś swoje warzywa, wykonałeś swój trening, grzecznie pracowałeś, albo posprzątałeś w szufladzie, to ja jestem z ciebie dumna, gratuluję i oby tak dalej!

maleńka przerwa w zawale

przeżywam rozstanie z najbliższym przyjacielem. powiedzieć "przeżywam", to właściwie jakby milczeć. ja ryczę jak ranne zwierzę. moje własne ciało ma mnie już dosyć i daje temu wyraźne sygnały. dziś bóle zamostkowe.
lis - no świetnie, brakuje, żebym zawału dostała. kot - nie masz żadnego zawału! lis - (sarkazm on) wiesz o mnie jeszcze coś ciekawego? (sarkazm off) kot - że masz małe nóżki. lis - jak małe? 38 mam. kot - ja mam 38, twoje wyglądają jak nóżki gejszy. lis - no dobra. mam nie-zawał i małe nóżki.
rozbawiło mnie to. maleńka przerwa w tęsknocie. żeby nie ludzie, którzy starają mi się dawać takie maleńkie przerwy, chyba bym oszalała. marzę o odbudowie tej przyjaźni, ale jedno marzenie to za mało. muszą być dwa. dlatego zostają mi maleńkie przerwy.

życie seksualne dzikich

lis: kup prezerwatywy.
wiewiór: o jakim smaku?
lis: wątróbki z cebulką.

kurtyna

rzeczy ważne

jutro ma mnie odwiedzić wspaniała kobieta, której dużo zawdzięczam. aż wytarłam plamę sosu ze ściany (trudne gotowanie - było, minęło), żeby ją uhonorować.

smuteczek

ktoś bardzo mi bliski skrzywdził mnie tak, że się nie potrafię pozbierać już od dość dawna. staram się bardzo. ale efekty... chciałabym, żeby ktoś mi powiedział, że jeszcze do przyszłego piątku, albo za 2 miesiące, ale minie. łatwiej by mi było to znieść.

ciężka robota krowy

mleko ginie.

mi i królikowi. pracujemy w jednej firmie. korzystamy ze wspólnych lodówek. różne produkty tam dostają nóg, ale mleko najbardziej. królik wpadł na szatański pomysł - dosypuje soli, a potem stoi na korytarzu i patrzy kto pluje. lis doprowadzony do ostateczności poszedł w królicze ślady. są pierwsze efekty. złodziej rozlał posolone mleko.

lis - szkoda mi mleka królik - mi też, zwłaszcza dla złodzieja. lis - ale mi tak ogólnie. krowa się narobiła, a ja marnuję.

kosmici hejtu

powoli dochodzę do wniosku, że nie nadążam za rzeczywistością. jeszcze mam w głowie historię 14 letniego chłopca, który popełnił samobójstwo z powodu szkolnych prześladowań, a dziś przeczytałam o fali hejtów pod informacją, że dziennikarzowi zmarło dziecko. 
ja tego po prostu nie rozumiem.
jak można szargać pamięć zmarłego nazywając go ciotą i ciesząc się z jego śmierci? jak można naigrawać się z cierpienia rodzica, który stracił dziecko? jaką korzyść ma człowiek, który dopuszcza się podobnego zachowania? naprawdę hejter nie wyobraża sobie jak potworne cierpienie zadaje? a może właśnie to go kręci? współczesna forma sadyzmu bezdotykowego?
jeszcze całkiem niedawno wydawało mi się, że rozumiem wiele ludzkich zachowań - nie tylko te kryształowe. coraz częściej podejrzewam, że ktoś tu jest kosmitą. ja albo hejterzy. bo to niemożliwe, żebyśmy należeli do tego samego gatunku.

kupa mody

korporacje mają swoje prawa, swoje mody, własny język - swoje ASAPy i swoje FUCKUPy. weszło w kulturę. no trudno, niech sobie żyje. jednak kiedy zaczyna się to panoszyć po branży edukacyjnej, to jest mi lekko nieswojo.  a kiedy nauczyciele zaczynają się chwalić, który więcej przepracował w domu, to jest naprawdę smutne. robią się takie korpo-szczurki w nauczycielskim ubranku. brrr...
kot (nauczyciel) marudzi, że mu się w pracy licytują, który więcej w domu harował. lis (już-nie-nauczyciel) sugeruje: powiedz im, że równie dobrze mogliby się licytować, który zrobił większą kupę.

nie rzucim pomidora

czytanie odpręża. taaaa.... czytam sobie o dietach dopasowanych do grup krwi. wszystko, co lubię, zabronione. no wszystko, wszystko. nawet pomidory - zdawałoby się takie niewinne. pytanie brzmi, czy doczytam do końca, czy też w połowie dojdę do wniosku, że wiem lepiej, a autor ma sobie swoje mądrości zwinąć w rulon i wsadzić w jakieś niezbyt cenzuralne miejsce. to by było bardzo polskie podejście, prawda? ja wiem lepiej. dlaczego? bo tak!

klub smutnych dziewic

wróciłam. po przejściach. napisałam znajomym, że będę się uśmiechać tak długo, aż moja twarz uwierzy, że jestem szczęśliwa.  i się zaczęło. wokół mnie zebrał się "klub smutnych dziewic". każda z nich dostała kopa. czasem naprawdę bardzo mocnego. sama też dostałam. nie ukrywam - były myśli, że nie wytrzymam. że nie dam rady. wtedy zaczęłam rozmawiać ze smutnymi dziewicami o tym, co je boli. z jakiegoś dziwnego powodu ja widziałam w nich to, czego one same w sobie nie dostrzegały: determinację w walce o swoje szczęście, zdrowie, życie. widziałam w nich dobroć, uczciwość i miłość. a potem zobaczyłam to też w sobie.
już wiem, że każda smutna dziewica sobie poradzi. każda znajdzie w sobie siłę na pokonanie swojego zakrętu. ja też znajdę.
cieszę się, że do was wróciłam.