Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2015

maleńka prośba do losu

mam wakacje. mam nowe książki. mam wokół ludzi, którzy mnie kochają. będzie dobrze, prawda? dam radę, prawda?

dziecięce imiona, sprzątanie szuflad i dobre słowo

zjadłam dziś obiad w miejscu, gdzie serwują zło w bułce z frytkami (tak, wstyd mi, odpokutuję to). usiadłam obok matki dwóch synów. po kilkunastu minutach odkryłam, że synowie mają na imię zostaw! i przestań!  to trochę dziwne, przecież jest tyle ładnych chłopięcych imion - michałki, wojtusie, krzysie... przez cały czas chłopcy nie usłyszeli ani jednego pozytywnego przekazu od mamy. wyłącznie pretensje, krzyki i pogróżki. skąd mają wiedzieć, że coś robią dobrze? po co mają się starać, jak będzie tylko wrzask? im jestem starsza tym bardziej doceniam rolę pochwały. dlatego jeśli dziś zjadłeś swoje warzywa, wykonałeś swój trening, grzecznie pracowałeś, albo posprzątałeś w szufladzie, to ja jestem z ciebie dumna, gratuluję i oby tak dalej!

maleńka przerwa w zawale

przeżywam rozstanie z najbliższym przyjacielem. powiedzieć "przeżywam", to właściwie jakby milczeć. ja ryczę jak ranne zwierzę. moje własne ciało ma mnie już dosyć i daje temu wyraźne sygnały. dziś bóle zamostkowe.
lis - no świetnie, brakuje, żebym zawału dostała. kot - nie masz żadnego zawału! lis - (sarkazm on) wiesz o mnie jeszcze coś ciekawego? (sarkazm off) kot - że masz małe nóżki. lis - jak małe? 38 mam. kot - ja mam 38, twoje wyglądają jak nóżki gejszy. lis - no dobra. mam nie-zawał i małe nóżki.
rozbawiło mnie to. maleńka przerwa w tęsknocie. żeby nie ludzie, którzy starają mi się dawać takie maleńkie przerwy, chyba bym oszalała. marzę o odbudowie tej przyjaźni, ale jedno marzenie to za mało. muszą być dwa. dlatego zostają mi maleńkie przerwy.

życie seksualne dzikich

lis: kup prezerwatywy.
wiewiór: o jakim smaku?
lis: wątróbki z cebulką.

kurtyna

rzeczy ważne

jutro ma mnie odwiedzić wspaniała kobieta, której dużo zawdzięczam. aż wytarłam plamę sosu ze ściany (trudne gotowanie - było, minęło), żeby ją uhonorować.

smuteczek

ktoś bardzo mi bliski skrzywdził mnie tak, że się nie potrafię pozbierać już od dość dawna. staram się bardzo. ale efekty... chciałabym, żeby ktoś mi powiedział, że jeszcze do przyszłego piątku, albo za 2 miesiące, ale minie. łatwiej by mi było to znieść.

ciężka robota krowy

mleko ginie.

mi i królikowi. pracujemy w jednej firmie. korzystamy ze wspólnych lodówek. różne produkty tam dostają nóg, ale mleko najbardziej. królik wpadł na szatański pomysł - dosypuje soli, a potem stoi na korytarzu i patrzy kto pluje. lis doprowadzony do ostateczności poszedł w królicze ślady. są pierwsze efekty. złodziej rozlał posolone mleko.

lis - szkoda mi mleka królik - mi też, zwłaszcza dla złodzieja. lis - ale mi tak ogólnie. krowa się narobiła, a ja marnuję.

kosmici hejtu

powoli dochodzę do wniosku, że nie nadążam za rzeczywistością. jeszcze mam w głowie historię 14 letniego chłopca, który popełnił samobójstwo z powodu szkolnych prześladowań, a dziś przeczytałam o fali hejtów pod informacją, że dziennikarzowi zmarło dziecko. 
ja tego po prostu nie rozumiem.
jak można szargać pamięć zmarłego nazywając go ciotą i ciesząc się z jego śmierci? jak można naigrawać się z cierpienia rodzica, który stracił dziecko? jaką korzyść ma człowiek, który dopuszcza się podobnego zachowania? naprawdę hejter nie wyobraża sobie jak potworne cierpienie zadaje? a może właśnie to go kręci? współczesna forma sadyzmu bezdotykowego?
jeszcze całkiem niedawno wydawało mi się, że rozumiem wiele ludzkich zachowań - nie tylko te kryształowe. coraz częściej podejrzewam, że ktoś tu jest kosmitą. ja albo hejterzy. bo to niemożliwe, żebyśmy należeli do tego samego gatunku.

kupa mody

korporacje mają swoje prawa, swoje mody, własny język - swoje ASAPy i swoje FUCKUPy. weszło w kulturę. no trudno, niech sobie żyje. jednak kiedy zaczyna się to panoszyć po branży edukacyjnej, to jest mi lekko nieswojo.  a kiedy nauczyciele zaczynają się chwalić, który więcej przepracował w domu, to jest naprawdę smutne. robią się takie korpo-szczurki w nauczycielskim ubranku. brrr...
kot (nauczyciel) marudzi, że mu się w pracy licytują, który więcej w domu harował. lis (już-nie-nauczyciel) sugeruje: powiedz im, że równie dobrze mogliby się licytować, który zrobił większą kupę.

nie rzucim pomidora

czytanie odpręża. taaaa.... czytam sobie o dietach dopasowanych do grup krwi. wszystko, co lubię, zabronione. no wszystko, wszystko. nawet pomidory - zdawałoby się takie niewinne. pytanie brzmi, czy doczytam do końca, czy też w połowie dojdę do wniosku, że wiem lepiej, a autor ma sobie swoje mądrości zwinąć w rulon i wsadzić w jakieś niezbyt cenzuralne miejsce. to by było bardzo polskie podejście, prawda? ja wiem lepiej. dlaczego? bo tak!

klub smutnych dziewic

wróciłam. po przejściach. napisałam znajomym, że będę się uśmiechać tak długo, aż moja twarz uwierzy, że jestem szczęśliwa.  i się zaczęło. wokół mnie zebrał się "klub smutnych dziewic". każda z nich dostała kopa. czasem naprawdę bardzo mocnego. sama też dostałam. nie ukrywam - były myśli, że nie wytrzymam. że nie dam rady. wtedy zaczęłam rozmawiać ze smutnymi dziewicami o tym, co je boli. z jakiegoś dziwnego powodu ja widziałam w nich to, czego one same w sobie nie dostrzegały: determinację w walce o swoje szczęście, zdrowie, życie. widziałam w nich dobroć, uczciwość i miłość. a potem zobaczyłam to też w sobie.
już wiem, że każda smutna dziewica sobie poradzi. każda znajdzie w sobie siłę na pokonanie swojego zakrętu. ja też znajdę.
cieszę się, że do was wróciłam.