Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2015

tęcza a spawa lisiowiórcza

lis do wiewióra - chodź! zrób! przytul! etc.
wiewiór - normalnie jak baba!
lis - nie podoba ci się baba, to gejem zostań.
wiewiór - gejem? jak już rozebrali tęczę?

prawdy, dupy i dziwne upodobania

od jakiegoś czasu w moim bliskim otoczeniu obserwuję osobę z przedziwnym zboczeniem. mój obiekt badań podnieca się ... opisami nieszczęść. jeśli świat jest podły, okrutny, a bohater jest bardzo skrzywdzony, głodny, wypędzony z domu (najlepiej na śnieg przez bezlitosnych żołnierzy), wtedy historia jest wspaniała. nie ma to nic wspólnego z sadyzmem. po prostu jak bohater myśli poztywnie, stara się i osiaga jakiś sukces - jego historia jest nudna. natomiast jeśli ponosi porażkę - historia jest ciekawa. 
zapytałam dlaczego. przecież ludzkie losy układają się różnie, nie tylko tragicznie, ale i bardzo szczęśliwie. taki badacz ludzkich losów, jak mój obiekt, powinien to wiedzieć. dlaczego zatem tragedie tylko są godne uwagi? usłyszałam odpowiedź: bo to prawda.
no cóż. prawda jest jak dupa, każdy ma własną. jednak jeśli kiedyś dojdę to podobnego wniosku - że tylko tragedia jest prawdą, to mnie w nią kopnijcie.

black magic is black

lis - kot mówi, że jestem czarownica. meee....(rozpacz w głosie) wiewiór - dopiero teraz zauważyła?? 
i ty, brutusie? e... znaczy wiewiórze?

dziewczyny z syberii

Najczęściej na zesłaniu umierały dzieci, starzy ludzie i właśnie młodzi mężczyźni. Kobiecych nazwisk na listach było mniej. Dało mi to dużo do myślenia, ale wszystko zrozumiałam dopiero po wielu latach, kiedy patrzyłam wstecz na swoje życie. Zesłanie, śmierć ukochanego, siedem sowieckich więzień, a potem czterdzieści lat ciężkiej pracy w siermiężnym PRL(...) To dowód na to, że kobiety wcale nie są płcią słabą.
Dziewczyny z Syberii Anna Herbich
chciałam napisać dwa slowa o tej książce, ale powyższy cytat oddaje znacznie więcej, niż zdołałabym powiedzieć. bardzo polecam tę pozycję. literacko żaden cud, ale cudem są historie opowiadane przez bohaterki. człowiek może bardzo dużo. warto o tym pamiętać, kiedy się zapętlimy w swojej codzienności.

romans emeryta

lis i wiewiór na spacerze. park. ławeczka.

dawno, dawno temu, jak jeszcze nie było fejsbuka, lis i wiewiór obcałowywali się na ławce w parku. teraz to się nazywa afiszowanie się swoją orientacją.

dziś lis postanowił przywołać te piękne wspomnienia i wskoczył wiewiórowi na kolana.
wiewiór - złaź.
lis - nie zlezę.
wiewiór - złaź.
lis - nie zlezę! będę siedzieć, póki nie dostanę nagłego ataku reumatyzmu!

taktyka na emerytkę

wieczór, balkon, lis na balkonie. pod balkonem ciemny zaułek. wydeptany, nieco zaśmiecony pozostałościami po libacjach alkoholowych i chuj wie po czym jeszcze. nagle wśród szemrów wieczoru czujne lisie ucho wyłapuje głosy obszczymurków, którzy pakują się pod balkon w celach niecnych pobrzękując szkłem. lis wychyla się z balkonu i chrząka.
obszczymurek spojrzał lisu prosto w oczy i wpadł na najlepszą tego dnia myśl. chłopaki, chodźcie stąd. tu są kamery! - podzielił się z kolegami głębią swych rozważań
poszli.

a kiedyś się śmiałam z babć organizujących z okna całodobowy monitoring osiedla. niedobra ja.

rozmowy o filozofii w literaturze

kot - jestem w księgarni i mam dylemacik. czy sobie kupić książkę o szekspirze, czy o agresji? obie świetne.
lis - szekspir nie żyje. a agresja tak. kup tę o agresji.

właściwie ta rozmowa była czysto filozoficzna, bo kupiła obie.

odwiedziny

mój dziadek lubi eleganckie kobiety.  dlatego ubrałam się elegancko, założyłam biżuterię, podmalowałam oko. przyniosłam mu elegancki kwiatek. położyłam go na eleganckiej kamiennej płycie.
niektórzy mówią, że idą na cmentarz porozmawiać,bo czują obecność swoich bliskich. ja nie czuję. mam w sobie jakiś kawałek mojego dziadka i noszę go, gdziekolwiek się udam. grób wciąż wydaje mi się czymś abstrakcyjnym. dziwacznym. za nic nie mogę zrozumieć, czemu na kamieniu ktoś wypisał moje nazwisko. nasze nazwisko.
nie rozumiem śmierci. wiem tylko, że dziadek lubi eleganckie kobiety, więc ubrałam się elegancko.

niby lis, a jakby nieco świnka

świnka chora. wiecie, czego potrzebuje chora świnka? opieki. leków. trochę przysmaków, żeby łatwiej było znieść chorobę. spokoju, ale i trochę uwagi, żeby nie było nudno. czuwania i gotowości do niesienia pomocy, jak potrzeba. za to daje całą swoją pogodną świnkowatość. nawet w chorobie. czego świnka nie potrzebuje? nadziei, że się poprawi.
ze mną dziś tak samo.

prozą się życie pisze, prozą!

lis i wiewiór na zakupach.
lis widzi śliczną sukienkę. tak akurat na lisa.
lis (przeciagle) - widzę fajną sukienkę...
wiewiór - to się tam nie patrz!

spisek

nie jestem wrogiem przekleństw, ani fanem teorii spiskowych, ale... 
po obserwacji nocnego życia pod moim blokiem, dochodzę do wniosku, że istnieje tajne stowarzyszenie ludzi mówiących "kurwa" o trzeciej nad ranem pod oknami sąsiadów.
przedstawiciele tego tajnego kręgu stali dziś pod moim oknem i powtarzali niemal jak modlitwę słowo "kurwa" przez ok godzinę.
e?

miskologia stosowana

znacie indiańską bajkę o wilkach? podobno w każdym człowieku toczy się walka dwóch wilków. jeden uosabia gniew, pychę, zazdrość, chciwość i kłamstwa. drugi jest radością, współczuciem, miłością i życzliwością. wygra ten wilk, którego nakarmisz.
ja się ostatnio nauczyłam, aby przy każdej myśli zatrzymywać się i zastanowić - dla którego wilka to jest micha? zabieg banalnie prosty, ale jego efekty trudno przecenić. to powinna być osobna nauka: miskologia stosowana. tak odzyskuję mój spokój i pogodę ducha. napasłam już tak tego dobrego wilka, że jest większy od lisa. i dobrze mi z tym!

dupa, kopernik i perseidy

lis i wiewiór wyszli oglądać perseidy. lis się wgapiał w niebo ile sił (bo bardzo chciał pomyśleć życzenie), a wiewiór się dość szybko znudził i zaczął się wgapiać w lisa. a potem nie tylko wgapiać. nagle zbłąkany przechodzień usłyszał tekst "ej, ja się w gwiazdy patrzę! myślisz, że jak kopernik patrzył w niebo, to ktoś go macał po dupie?!"
ale życzenie było! nawet trzy, bo widziałam dziś całą masę "spadających gwiazd".

diagnoza: moce piekielne

znalazłam wczoraj zaniepokojony wpis pani pauliny młynarskiej o ... jakości leczenia problemów psychicznych w polsce. a konkretnie o kierowaniu pacjentów z depresją, czy chorobą dwubiegunową do egzorcysty. jeszcze bardziej przeraziły mnie komentarze - to wcale nie jest odosobniony przypadek. mamy tego więcej. 
zamurowało mnie. jak rozumiem inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny można zastąpić koronką miłosierdzia bożego, bo brak pewnych substancji w organizmie to dzieło szatana. tylko czekać, aż powrócimy do starych, sprawdzonych metod - na 3 zdrowaśki do pieca.
i jak tu zdejmować odium z osób z problemami psychicznymi, kiedy sami lekarze nie pomagają?

fetysze komunikacji

nie zgadzam się z hasłem, że polska jest w ruinie, ale jest jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. czasem nie jest to praca dla władzy.
zakosztowałam ostatnio kolei. TLK, 2 klasa. niezbyt czysto, trochę ciasno, upał potworny, a klimy brak. toaleta nie zachęca. jednak to, co najbardziej rozwalało, to współpasażerowie. brudne ubrania, śmierdzące giry, pachy nie myte od wielkiej nocy, brudne kudły - fuj! myślałam, że to wszystko już znam, ale...
na przeciwko siebie usiadła para. zdjęli buty, bo upał i wyciągnęli sobie nogi. ok. jeszcze ujdzie. aż tu nagle on zakłada stopy na drzwi. a po kilku minutach stawia stopę swojej dziewczynie na twarzy. ta wtula nos w jego palce, zaciąga się, przytula jego nogę do buzi... pociąg pełen ludzi, jedni udają, że nie widzą, reszta gapi się ze szczękami na kolanach.
a ja? nie oceniam. nie było mi komfortowo. i żadne pendolino tego nie zmieni.

intymny związek człowieka i maszyny

mój komputer umarł. tak zupełnie na amen. potrzeba mnóstwo kasy, żeby coś jeszcze z niego było - szlajam się więc po prośbie po cudzych sprzętach. chyba jestem homo informaticus. zamiast serca nie mam wiatraczka do procesora, ale pół mojego życia upycham w maszynę - finanse, przyjemności, kontakty z bliskimi, zabawę, zakupy... kurczę, aż dziwne, że jeszcze nie wymyślono aplikacji, która by za człowieka szła do kibla, ale wtedy pewnie też bym korzystała. żegnam się zatem czule z resztkami pieniędzy i czekam na nowe części.
notka powstała dzięki uprzejmości wiewióra, który postanowił jeszcze pospać i dzięki temu jego komp był na małą chwilę WOLNY. tak, to jest wydarzenie. on też jest uzależniony. podejrzewam, że ma gdzieś nawet ukryte pod ubraniem gniazdko usb, żeby się bardziej połączyć.

dlaczego upał jest potrzebny kobietom po rozstaniu

klęska upału. zamiast zwiedzać, leżymy plackiem. przynajmniej w dobrym towarzystwie, ale jednak plackiem. tylko wiewiór ma siłę, żeby grać. ja nawet nie mam siły myśleć i to jest chyba całkiem dobre rozwiązanie. czasem dobrze jest wyłączyć myśli. po prostu być. tu i teraz. nie do przodu, nie do tyłu, tylko dokładnie w tej minucie, którą pokazuje zegarek.

notka kipiąca seksem

edukacja seksualna to poważna sprawa. gdzie zacząć, żeby nie za wcześnie? co mówić, żeby pozwolić zachować poczucie intymności, a jednocześnie uczulić na konieczność brania odpowiedzialności za własne wybory i przekazać rzetelną wiedzę medyczną?
cały czas mamy w szkołach przypadki ciąż, bo młodzież myślała, że na stojąco to się nie da począć dziecka, albo, że pigułki bierze się tylko w dniu stosunku. moja ulubiona para nie wiedziała, że seks wiąże się z ciążą. najgorsze jest to, że ten płciowy analfabetyzm nie mija z wiekiem i potem "doświadczone" matki mówią koleżankom, że po porodzie pośladkowym nie trzeba się zabezpieczać przez cały rok! nie bardzo wiem, czy jest to bardziej zabawne, czy przerażające.
aż tu nagle zaświtała mi jutrzenka nadziei - spotkałam matkę, która dobrze nauczyła swoje dziecię rozsądku i odpowiedzialności. owa niezwykła matka rzekła córce: dziecko, z chujem nie ma żartów! i wiecie, co? zadziałało!

nie w pełni, a pomimo

uczę się żyć od nowa. wstaję rano z żałobą i jem żałobne śniadanie. myję twarz żałobniczki i żałobnie wychodzę z domu. oglądam, rozmawiam i myślę w żałobie. każda moja myśl, czego by nie dotykała, zaczyna od straty. cieszę się z różnych rzeczy tak, jak cieszy się żałobnik - nie w pełni, a pomimo. to bardzo dziwny stan, kiedy trzeba się zmuszać do rzeczy, które powinny przychodzić naturalnie. dla mnie to nieskończenie trudny stan - dla mojego otoczenia próba cierpliwości.
nawet pranie wieszam żałobnie. żałobną skarpetę, smutnym szczypczykiem przypinam do zrozpaczonej suszarki.  
dam sobie radę. ale to potrwa.

priorytety

drogi pamiętniczku, nie sądziłam, że to możliwe, ale mój wiewiór dłużej wybiera sobie piwo, niż ja buty. życie nie przestaje mnie zaskakiwać!