Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2015

nokaut

sprzątam. znalazłam stare zdjęcia, na których byliśmy szczęśliwą rodziną. trzecia część mojego życia. miłości. troski. by na pożegnanie usłyszeć, że przyjaźń ze mną to nie czas stracony. 
słowa jak policzek. jak nokaut.  jak gwóźdź do trumny. 
nie odpowiedziałam, bo co można powiedzieć, gdy ktoś, komu poświęcasz życie, tak mało je ceni? nic. 
wyrzuciłam zdjęcia.

ciążenie powszechne, skarpety i kalkulacje

przedawkowałam. przez cały ubiegły tydzień godzinami ślęczałam nad o-ja-pierdolę-jakimi-ważnymi arkuszami kalkulacyjnymi. jakbym tego nie skończyła, to by chyba grawitacja przestała działać na planecie. jeśli wierzyć moim szefom. nie wierzę. ale skończyłam. tabelki troją mi się przed oczami.
wiewiór mi kupuje skarpetki wiewiór: jaki kolor chcesz? lis: zielony. jak tabelka excela.

zarzygane królewny

pamiętacie klub smutnych dziewic? to takie panny, których bliscy mężczyźni wywinęli jakiś paskudny numer. wczoraj dwie smutne dziewice zawalczyły o swoją godność w kontaktach ze swoimi ex-bliskimi. zachowały się obie tak, że niczego nie można im zarzucić. damy. obie przypłaciły to wymiotami zaraz po, ale co tam.
sama rzygałam na trawnik, ale wiedziałam, że postąpiłam właściwie, że dużo można mi odebrać, ale nie poczucie własnej wartości, nie godność. nie zniżyłam się do gniewu. tylko do trawnika, ale to nie dyshonor.
obie zarzygane królewny umyły się, pocieszyły wzajemnie, poprawiły korony i zasuwają dalej. 
lekcje życiowej mądrości bolą, ale obie zaliczyłyśmy.

takie będą rzeczpospolite...

nie lubię uczenia się w autobusie. zwłaszcza porannnym. a już najbardziej w takim, którym jadę ja, a ktoś mnie szturcha wielgachnym zeszytem :) dzieciaki często nie wiedzą, że to głupiego robota - bardzo trudno w takich warunkach coś przemyśleć. często potrafimy odtworzyć przyswojony w ten sposób tekst, ale niewiele z niego pojmujemy. dlatego marudziłam zawsze moim uczniom, żeby uczyli się w spokoju i starali się zrozumieć, a nie odtworzyć i wypluć. czytanie na kwadrans przed egzaminem jest gówno warte. 
dziś znowu oberwałam zeszytem. zaglądam do środka, a tam ... program nauczania na bieżący rok szkolny, który zakuwa stara belferka. witki opadły.

niewyjaśnione zagadki wszechświata

świnka morska waży 1-1,5 kg.  przyjmijmy, że dorosły człowiek waży ok 70 kg. zatem jakim cudem dwoje ludzi musi trzymać jedną świnkę, żeby ją wykąpać, albo obciąć pazury?? gdzie jest fizyka, ja się pytam?!

droga usłana różami

dostałam kiedyś niebieskie róże. były paskudne. miały być niebieskie, bo to podobno symbol zaufania. 
zaufanie zostało zawiedzione. niebieskich róż przecież nie ma. to tylko sztuczny barwnik. tylko pozór.
dopiero dziś się dowiedziałam jak się robi taką niebieską różę i zrobiło mi się smutno. przecież róże w kolorach natury są piękne. i stokrotki. i chabry. każde zielsko, które jest prawdziwe. z ludźmi to samo.
inni uważają, że niebieska róża to podążanie za ideałem niemożliwym do osiągnięcia. z deszczu pod rynnę. 
może dlatego kwiaty przy mnie więdną. za dużo od nich wymagam.

po prośbie

uprzejmie proszę o trzymanie za mnie kciuków jutro, albowiem mam stracha. dziękuję.

kot, lis, fizyka i literatura

jak się kto naczyta o teorii nieoznaczoności heisenberga i o efekcie tunelowym, a potem poprawi to szczepanem twardochem, to potem wychodzi takie coś:
kot jest lisem, lis jest kotem, świat jest kotem, lis jest światem
ja to powiedziałam na poważnie w rozmowie z kotem. dopiero teraz wydaje mi się, że to brzmi, jakbym była nawiedzona :-)

autobus obiecany

wypadek. za duże słowo. incydent. o, tak! brałam udział w incydencie drogowym. dało mi to do myślenia, bo się ucieszyłam. że nie ma rannych, że nic się nikomu strasznego nie stało. blachę się wyklepie, śrubki dokręci i będzie super.
kiedyś bym się złościła, że niewygody, straty, spóźnienia, pech, zawsze coś itd.
a dziś się cieszyłam, że jestem cała. że ludziom wokół nic się nie stało. że mogło być gorzej, a wcale nie było.

"- Bucholc nie żyje! pan wie?... Miał fabryki, miał miliony, był całym hrabią i nie żyje! A ja nie mam nic i jeszcze na jutro mam protestowane weksle, ale ja żyję! Pan Bóg jest dobry, Pan Bóg jest bardzo dobry!" Ziemia obiecana, W.Reymont

odpowiednie dać rzeczy słowo czyli użyć seksu, cukru i kasy

jestem literaturoznawcą. umiem powiedzieć o książce troszkę więcej niż podoba się/nie podoba się* (*niepotrzebne skreślić), ale wobec wielkich dzieł szkoda języka strzępić - i tak nie nadąży.
przeto tłumaczę maślance, czemu mnie wynik nagród nike nie zadowala. albowiem olga tokarczuk wielką pisarką jest, ale drach! drach szczepana twardocha jest książką genialną. jest jak orgazm, tort z wisienką i podwyżka w jednym. maślanka nie czytał dracha, a zrozumiał.

jedynie słuszny wniosek

łóżko się pode mną zarwało...

nie robiłam nic niegrzecznego!
nie jestem gruba!
łóżko jest wredne!

od obojętnych cnót

nigdy nie ufałam ludziom, którzy są zawsze uprzejmi, uśmiechnięci i sympatyczni. instynkt mi podpowiadał, że to wbrew naturze. a wydarzenia ostatnich miesięcy przekonują mnie, że miałam rację (kochany instynkcie, obiecuję, że będę cię słuchać!). 
przeto drogi czytelniku, jeśli mnie lubisz, bez krępacji mów mi wyrazy nieparlamentarne, strzelaj fochy, albo rzucaj talerzami. jeśli czujesz taką potrzebę. w miarę możliwości nie we mnie z tymi talerzami. umiejętność wyrażania złości bardzo pomaga budować pozytywną relację, a ja chcę pozytywnie z całym światem. ale nie oszukańczo. nie sztucznie. nie z zakiszonymi przez miesiące niechęciami i żalami. uśmiech nie ma wartości, jeśli za nim nie kryje się prawdziwa sympatia, więc nie masz się co dla mnie silić. nie docenię.

Chroń mnie od obojętnych cnót,
strzeż mnie od ludzi obojętnych
Ja wolę biedę głód i chłód
wśród gniewnych, winnych i namiętnych
Paweł Hertz