Posty

Wyświetlanie postów z 2017

Bracia mniejsi

Jestem wyrozumiała wobec słabości ludzkiej natury. Chyba, że dochodzimy do kwestii odpowiedzialności za istoty od nas zależne. Wtedy nie jestem wyrozumiała.
Ostatnio często jestem u weterynarza. A tam kolejki. I przypadki. 
Kot w plastikowym koszu na pranie. Całkowicie nieprzystosowanym do przewożenia kota. W upalny dzień. Drze się niemiłosiernie. Kot, nie kosz. A szkoda. 
Kot z nieodwracalnym uszkodzeniem wątroby na skutek długotrwałego głodzenia. Ktokolwiek mu to zafundował, oby się obiadem zakrztusił.
Pojąć tego nie mogę - posiadanie zwierzęcia nie jest obowiązkiem. Jeśli ktoś nie ma ochoty się opiekować, wystarczy nie kupować sierściucha. Chciałabym karać za teksty o tym, że jak zwierzę zachoruje, to niech samo zdechnie, nie ma co leczyć, bo to naturalne. Zawsze pytam, czy osoba, która wypowiada taki sąd, chciałaby mieć np. złamaną nogę i umierać w męczarniach z zakażeniem przez dwa tygodnie, czy może wolałaby wizytę w szpitalu, gips i leki? 
Patrząc na bezmyślność właścicieli zw…

Tylko dla dorosłych

Lis szuka pracy. Łatwo nie jest. W kwaśnym humorze przeglądam oferty.
Lis: jak tak dalej pójdzie, to kupię lateksowe wdzianko, pejcz i będę lała starych dziadów po dupach na godziny. Wiewiór: Powinnaś to zrobić. Lis:??? Wiewiór: wpisz do gugla "domina, Warszawa"
Jeśli coś wiecie o pracy, która szuka lisa, to dajcie znać.  Zanim się ugnę i zamówię pejcz.

Dzikie dziecko

Wracamy z prosiakiem od weta. Świnia w transporterze, ja w stresie, bo leczenie długie, bolesne i drogie. Do transportera zagląda mi dziewczynka. Ma około 6-7 lat. Chce głaskać. Grzecznie tłumaczę, że świnka jest chora, nie można głaskać, można tylko popatrzeć przez szybkę. Mała się krzywi, ale patrzy. Pyta na co świnka jest chora. Wyjaśniam w słowach prostych.  Po kilku minutach dziewczynka kopnęła transporter. 
Świniakowi nic się nie stało, mam refleks, zdążyłam poderwać transporter i smarkata tylko czubkiem buta trafiła. 


Dwudziesty stopień zasilania

Nauczyłam się mówić dość wcześnie. Miałam rok i mówiłam pełnymi zdaniami. Dziób mi się nie zamykał i w szkole i na studiach. Nawet dyplom mam z mówienia - filologiem jestem.
I nagle się skończyło. Przestałam mówić. Skończyły mi się słowa.

Alert o stanie konta

Mamy od niedawna nowego członka rodziny. Na kojcu napisali, że to świnia morska, ale uważam, że jest spokrewniony z mocami piekielnymi. To nie pierwsza taka mieszanka gatunkowa w moim domu, więc od razu poczułam miłość. Niestety nasz piekielny kolega mocno się pochorował. Leczymy i płaczemy. I płacimy. Zazwyczaj kartą. Po skończonej wizycie wkładam świnię do koszyka i płacę.  Terminal robi PIIIIIK.  Świnia robi KWIIIIIK.  - Nie podoba mu się ten dźwięk. - zauważam.  - Dziwne. Zwierzęta go lubią. Zwłaszcza psy i koty. Bardzo szybko kojarzą, że po tym dźwięku jest koniec wizyty i można wyjść. - zauważa wetka. - Ciekawe... widocznie on wie, ile mi zostało na koncie i dlatego protestuje...
Nasza sytuacja finansowa nie jest różowa. Nie ma wakacji, restauracji, kina, ale na rodzinę być musi. A świnia to rodzina.

Do chrzanu

Internet mi się zepsuł. Szukam przepisu na sos chrzanowy, a wyskakuje mi twarz polityka...

Okłady z młodych piersi

Mam biust. Duży. Naprawdę. Matka natura dała mi znacznie więcej niż bym kiedykolwiek chciała. Zazwyczaj narzekam, garbię się itd. Ale czasem się przydaje np. dzięki niemu miałam sprawną instalację gazową przez wiele lat (serio).
Dziś mój biust niósł ukojenie choremu. Konkretnie choremu świniu morskiemu. Nasz futrzaty maluch ma chory pęcherz i cierpi. I płacze. W nocy nie mógł spać. Ja też nie. Położyłam go sobie na biuście, wygłaskałam - przestał płakać. 
Dziś rano opowiedziałam o tym naszej wetce i usłyszałam, że mój biust ma właściwości lecznicze - zadziałał jak termofor i rozluźnił bolące miejsca. Oprócz podawania leków mam brać świnię na klatę.

Spóźniony bunt

Wychowałam się w środowisku ceniącym przeciętną normalność - uczyli mnie, że dobrze mieć partnera płci przeciwnej i robić z nim dzieci, dobrze jest mieć samochód na raty, pić piwo w sobotę, przed Wielkanocą umyć okna, śpiewać disco polo na weselu. Dobrze mieć włosy na głowie, a kolczyki tylko w uszach (wyłącznie kobiety). Dobrze nie mieć chorób psychicznych. Najwyżej grypę, albo zawał. Kompas moralny to własne odbicie w oczach sąsiada, a sumienie w depozycie na plebani.
Tymczasem ludzie, których dziś cenię najbardziej, mają problemy.  Ze sobą. Czasem z alkoholem, albo innymi substancjami. Nie zawsze są monogamistami, partnerów dobierają niekoniecznie w celach rozrodczych. Niezgoda na niesprawiedliwość świata rani ich do krwi, ale w dupach mają, co widzi sąsiad. Ozdabiają swoje ciała, pokoje i światy. W kwiaty, kolczyki, czaszki, skóry, piórka. Kompas moralny noszą pod żebrami - każdy jest inny, a wszystkie łączy priorytet - być wolnym i nie krzywdzić. 
Mój spóźniony o 20 lat bunt mło…

In cookies we trust

Wiewiór nigdy nie przejawiał skłonności do praktykowania jakiejkolwiek religii. Jeśli religią jest to, czemu poświęcamy swój czas, to jego bogiem jest komputer, a ciasteczka to pomniejsze bóstwa.
Jest tylko jeden moment w życiu Wiewióra, gdy ujawnia swoje nastawienie do sił wyższych. Np. kiedy mówię, że ma umyć garnek, odkurzyć, czy podać masło, wtedy Wiewiór zaczyna wzywać Jezusa.  Liczy, że on za niego odkurzy, czy jak...?

Chińczycy trzymają się mocno

Myślę, że opieka nad starszą, niedołężną osobą jest najtrudniejszym zadaniem, jakiego można się podjąć. Niszczy psychicznie. Od blisko trzech lat poświęcam pewien kawałek mojego życia na opiekę. Gdyby nie pielęgniarki i rodzina, gdybym była z tym sama - jestem pewna, że już dawno dostalabym pierdolca. 
Oprócz "zwykłych" trudów opieki dochodzą bonusy w postaci zmasowanego ataku na mój styl życia i moje wybory. Dlaczego taka jesteś, czemu robisz to, a nie tamto, jesteś podła, jak możesz mnie tak traktować itd. Jasne, jestem podła, bo gotuję, sprzątam, pomagam, całe rano spędzam, by ugotować ulubione danie mojej podopiecznej, szukam jej ulubionych książek, ale nie żyję według jej wskazówek, więc jestem podła. 
Sowa mi kiedyś powiedziała, że to gadanie Chińczyka. A ja przecież słowa po chińsku nie rozumiem, więc ani tego słuchać, ani odpowiadać, a tym bardziej się przejmować. Mądra Sowa, nie? Kilka godzin dziś powtarzałam sobie, że to, czego się dziś nasłuchałam, to po chińsku …

Słoń

Siedzę w pracy. Jestem bardzo zajęta służbowymi ważnościami, umowy, faktury, takie tam. I nagle przychodzi myśl CHCĘ ZROBIĆ SŁONIA Z WŁÓCZKI. To nie jest cichutka, malutka myśl, o tym, że może by tam kiedyś słonia. To ogromna potrzeba, żeby wyłączyć komputer, wyjść z pracy i podążyć drogą ku słoniu.
Czy tylko ja tak mam? I dlaczego słoń?

Co się stało, że się ze..psuło

Dużo pracuję z młodymi ludźmi, którzy mówiąc delikatnie, nie są samodzielni. Choć są dorośli. Mogą zawrzeć związek małżeński, wybrać prezydenta, kupić alkohol. Czasem mają dyplomy różnych prestiżowych uczelni, a na poważne zawodowe rozmowy przychodzą z mamą. Kiedy proszę o podjęcie ważnej decyzji, słyszę tekst: to ja pani dam mojego tatę do telefonu, on wybierze. W firmie koleżanki młody człowiek po trudnej konfrontacji z szefem przyszedł do pracy z mamą.
Pojedyncze przypadki mnie śmieszyły. Liczne - przerażały. A teraz wydaje mi się, że nie załapałam się na jakieś bardzo ważne przemiany społeczne. Jako nastolatka wszystko chciałam robić sama - do szkoły, do urzędu, na pocztę zawsze sama. Białej gorączki dostawałam, gdy starsi próbowali mi mówić, co mam robić. Nie byłam w tym odosobniona. Moje pokolenie mówiło swoim rodzicom nie mów mi, jak mam żyć, bo nie ty za mnie umrzesz. Patrzę na młodych ludzi, których dewizą życiową jest mamo daj, tato kup i nie rozumiem, co się zepsuło. Gdzie…

Wiewiór kontra sklep

Wiewiór poszedł do sklepu po piankę do golenia.
Poprosiłam, żeby przy okazji kupił mi mleko.
I ser.
I lody.
Wrócił.
Kupił wszystko, poza pianką.
Zapomniał.
Lis się śmieje.
- Ty się ciesz, że wróciłem cały i zdrowy! - podsumował Wiewiór.

Cheers!

Dzieciatej koleżance nastoletnie dziecię opowiedziało, jak to dziś młodzież na imprezach zażywa. Otóż picie alkoholu jest passe. Ogólnie picie jest passe. Aby dostać stanu upojenia należy zamoczyć tampon w wysokoprocentowym alkoholu i włożyć/przłożyć do odbytu. Alkohol dostaje się wtedy bezpośrednio do krwi, odlot jest szybszy, a jak matka po imprezie każe chuchnąć, to nic nie poczuje!
Zbaraniałam.
Poczułam się jak badacz nowych kultur, co najmniej jak Bronisław Malinowski, czy Tony Halik. Zapragnęłam dowiedzieć się, jak wyglądają okoliczności towarzyskie takiego zjawiska. Czy każdy z uczestników imprezy sam sobie ten tampon wkłada? Koledzy sobie nawzajem? Jak tu wykonać tzw. bruderszaft? Czy każdy sam sobie moczy tampon, czy może jest jakiś mistrz ceremonii, który przygotowuje dla wszystkich? Czy "zagrychę" podaje się w postaci czopków? Te i inne pytania nurtują mnie teraz niezwykle. Jeśli macie pomysły - piszcie. Jeśli macie doświadczenia - piszcie koniecznie! Tylko tak..…

Bardzo bolesne doświadczenie

Od ponad dekady pracuję na pełen etat.  Staram się.  Mam dobre wyniki. Nawet awansowałam. Nie mam nałogów, ani drogiego hobby. Nie jeżdżę na wakacje. Kawę piję rozpuszczalną. Nędzna, ale na lepszą nie mam.
Właśnie kazałam sobie usunąć ząb, bo nie stać mnie na jego wyleczenie. Siedzę i krwawię. Płakać nie mogę, bo znieczulenie trzyma. Ale chciałabym się rozpłakać. Czuję się taka upokorzona. Przegrana.
A przecież tylu ludzi ma gorzej niż ja...

... staje się ciałem

Zakochałam się w American gods od pierwszego wejrzenia. W książce. Teraz pochłaniam serial na jej motywach.
Żeby nie robić spoilerów: to opowieść o ludziach, którzy na przestrzeni wieków przybywają do Ameryki i zabierają ze sobą swoje wierzenia. Owe wierzenia zaś stają się ciałem. Konsekwencją tego jest przepiękna powieść.
Jednym z moich ulubionych wątków jest malutka, poboczna historyjka o Essie McGowan z Irlandii. Essie wierzy we wróżki i leprechauny, które podążą za nią do Nowego Świata, do Wirginii. W dniu śmierci przychodzi po Essie leprechaun - ten, w którego wierzyła całe swoje życie. Ile razy o tym czytam, tyle razy mój wewnętrzny lis smarka ze wzruszenia w kitę.
Gdyby Wasza wiara była tak silna, jak wiara Essie, kto by do Was przyszedł na końcu?

Surrealizm

Oglądam zdjęcia, jak policja zamyka Frasyniuka za protesty antyrządowe. Nie sprzed trzydziestu lat. Sprzed dwóch dni. Patrzę i nie wierzę. Im bardziej patrzę, tym bardziej nie wierzę.

Pointa

Gdzieś mi w necie mignęło, że dziś jest Dzień Przyjaciela. Już się miałam popełnić zaangażowaną notkę na zadany temat, aż tu dotarło do mnie, że Międzynarodowy Dzień Przyjaźni jest w lipcu.
Zatem nie ma notki. Z moimi przyjaźniami jest identycznie.

Bicie

Usłyszałam w miejscu pracy słowo "ciapaty" w odniesieniu do człowieka.
Od osoby, po której się nie spodziewałam.
Jakbym dostała batem.
Od ludzkości.
Na gołe człowieczeństwo.

Strawa duchowa - porada prawnicza

Lubię jeść samotne śniadania w centrum dużych miast.  W kawiarniach. Na ławkach. W ogródkach. Poranny gwar jest milszy niż wieczorny. Światło też. Czuję się wtedy zanurzona w mieście jak szczurek w herbacie.  W chwili, gdy siadam, robię się niewidzialna. Czytam, przeżuwam, popijam. Jakbym była sama na świecie, a wokół mnie kłębią się miliony ludzi.
- Nie zgubić walorów natury ogólnej. - mówi mi dziś prawnik na porannym spotkaniu.
Jeśli jakiś walor natury ogólnej jest wart, by go nie zgubić, to jest nim miejskie śniadanie.


Melisa

Zły ludź skrzywdził Królika.
Lis pociesza.
Królik w nerwach.

Lis: Na nerwy świetna jest melisa.
Królik: Eeee... na mnie nie działa.
Lis: Bo to trzeba dobrze używać. Wyobraź sobie garnek melisy. Bierzesz złego ludzia za łeb i przytrzymujesz w tym garnku. Wyobrażasz sobie tak długo, aż się uspokoisz.


Auć

Jak masz zły dzień, to w pracy trafisz na osobę, która nie grzeszy kulturą osobistą, dentysta ci powie, że kanałowe, a arbuz rozplaska się na podłodze w kuchni. Przytulasów mi trzeba!

Miłość w czasie postkultury

Kiedyś można było uczynić wyznanie miłości. Dołączyć do tego kwiaty, albo propozycję małżeństwa. Ewentualnie pożycia. Lub spożycia. Można było mową wiązaną opiewać przymioty wybranka/wybranki. Z podkładem muzycznym lub bez.
A dziś mówimy "gdyby coś mi się stało, zajmij się moim kontem na fejsie".

Pada

Obraz

Wędlina miłości

Pies koleżanki z okazji urodzin otrzymał bukiet frezji przewiązany wstążką z doczepionymi kabanosami. Zachwycona ideą opowiadam o niej Wiewiórowi. Dostrzegam sceptycyzm.
Lis - Nie chciałbyś dostać bukietu z kabanosami? Wiewiór - Nie. Lis - Wolałbyś z jakąś inną kiełbasą?
Wiewiór lubi chorizo. A nasza rocznica się zbliża...

Czułości

LisioWiórki mają świnki. Świnki mają grube dupska i lenia za skórą. Nawet przy obcinaniu pazurków już im się nie chce wierzgać jak za dawnych lat. Wierzgają tak pro forma tylko.
Lis obcina pazurki Chrupkowi i robi narrację: - Wiesz, dziś oglądaliśmy malutkie świnki. Brązowe! Ty też kiedyś byłeś mały, słodki i brązowy. A dziś jesteś... tylko brązowy.

DUPA

Lis jest nieduży. Nie sięgnie, żeby samemu wypucować okap. Dlatego Lis robi różne rzeczy na poziomie Lisa. Okap pucuje  powinien pucować Wiewiór.
Od kilku tygodni Lis dopominał się o okap.  Bez skutku. Dziś Lis napisał palcem w kurzu DUPA. Okap został umyty w przeciągu kwadransa.

Dobra żona nie puszcza samego

Wysłałam Wiewióra po masło.
Miał kupić zwykłe.
Bez dodatków.
Bo ma dietę.

Kupił jakieś podejrzane smarowidło. Czytam mu na głos skład, żeby uświadomić, że wybór nie był dobry. - Kochanie, tego ci nie wolno! - zauważył Lis i wyrzucił produkt masłopodobny do kosza. - Widzisz?? Tak to jest puścić mnie samego na zakupy!

"Głupota, jak powiada Pyron, w niczym nie jest gorsza od mądrości i w niczym się od niej nie różni"

Limuzyny rządowe parkują na miejscach dla osób niepełnosprawnych.
Lis i Kot komentują.

Kot - Ja to nawet rozumiem. Głupota to też niepełnosprawność.
Lis - Może i masz rację, ale nie dają za to nalepek na samochód, bo wtedy by wszyscy parkowali na "kopertach".
Kot - Wszyscy??
Lis - Kto by nie był głupi, to by udawał, żeby mieć dobre miejsce.

na ryj!

Poranny autobus. Spore zagęszczenie gimnazjalistów na jeden metr kwadratowy. Zwłaszcza dziewcząt. Wymalowanych, z tipsami, w oparach lakieru do włosów wokół misternie trefionych fryzur. O szkole rozmawiają. Że im na matematyce nieskończoność wyszła na plusie zamiast na minusie. Nudaa... Odpływam do mojego wewnętrznego świata. Wyrywa mnie z niego zmiana tematu rozmowy. Czasem człowiek się czegoś nauczy słuchając innych. Otóż ja się nauczyłam, że zrobić sobie selfie na leżąco jest trudno. Bo "telefon spada na ryj".

Geografia jest przeciwko mnie

Moje buty przebywają w Krakowie.
Piękne miasto.

Problem w tym, że ja chwilowo przebywam w Warszawie.

Słowa, słowa, słowa

Pewna Dobra Wróżka powiedziała mi wczoraj "bądź sobą, bądź taka, jaka jesteś, to wystarczy". W jej przypadku to nie puste hasło, bo ona zna mnie dość dobrze i powiedziała to po latach obserwacji moich postaw życiowych.
Pierwszy raz w życiu coś takiego usłyszałam. 
Do tej pory otaczały mnie hasła zrób to, zrób tamto, bądź taka, bądź inna, zadzwoń, powiedz, ukłoń się, pocałuj. Problem ze mną polega na tym, że zrobię to i tamto, jeśli w to wierzę. Zadzwonię, jeśli chcę usłyszeć głos, pocałuję, jeśli naprawdę lubię. Czasem nie lubię, nie odwzajemniam, nie pocałuję. Nie zagram w teatrzyku. Przeważnie słyszę wtedy całą masę epitetów. Jaka jestem. O ironio, ja nikomu nie mówię, jaki jest. Nawet reżyserom teatrzyków. 
Dlatego słowa Dobrej Wróżki zapisałam i schowałam sobie bardzo głęboko. Przydadzą mi się. Macie takie słowa, które zabraliście ze sobą? Podzielicie się?

Mała Czarownica

Mała Czarownica ma pięć lat i jest córką mojej koleżanki. Swoją niezwykłą postawą zapracowała na przydomek, ale dziś nie o tym, czemu Czarownica jest Czarownicą. Dziś o obrazkach. 
Ja i Czarownica uwielbiamy tatuaże. Ja prawdziwe, ona naklejkowe (jak jej zabraknie naklejanych, to się wypaćka flamastrem). Ponieważ doceniam jej małą, artystyczną duszyczkę, kupiłam jej zestaw tatuaży dla dzieci. Jej mama była mi wdzięczna, bo znacznie łatwiej zmyć z dziecka naklejkę niż flamaster, jednak kategorycznie zabroniła mi pokazywać Czarownicy moje tatuaże. "Bo będzie chciała takie same". Nawet mówić nie wolno. Zatem Czarownica nie wie, że mamy podobne zainteresowania. Więc kombinuje.
Czarownica - Mama, dlaczego ta pani dała mi tyle tatuaży? Mama Czarownicy - Nie wiem. A jak ty myślisz? Czarownica - Ja wiem! Musi bardzo mnie lubić!

Zdrowia, szczęścia, pomyślności...

Myślałam, że życzenia w pracy są zwykle sztywne i raczej nie wychodzą poza ogólnie przyjęte schematy. Czasem jednak przychodzi refleksja, że pracuję w dziwnej firmie. Solenizant został... pociągnięty za uszy. W ramach życzeń. Tylko nie mówcie, że u Was też. Lubię myśleć, że moja firma jest dziwna, a inne są normalne.

Trudne tematy

Lis i Kot podejmują trudne tematy. Np. rozmawiamy sobie o tym, czy lepiej mieć wytatuowanego penisa na szyi, czy szyję na penisie.
- Co za piękna rozmowa. - zachwyca się Kot. - Rozmawiamy jak filolodzy - zauważył Lis. - Znamy słowa i nie zawahamy się ich użyć!

Dla Diabła, Jagi i wszystkich spragnionych ciepła :)

Obraz
To prędki baranek zaimprowizowany w środowisku biurowym na potrzeby wytęsknionych koleżanek. Buziak dla Was.

Wełna na śniegu

Dziś Lis na gościnnych występach u Małgosi.
O tu!
Bo śnieg.
A poezja jest wszędzie!

Jak to z człowieka wyłazi...

- Wiewiór, co chciałbyś zjeść na ostatni posiłek przed egzekucją? - wypalił Lis bez kontekstu.
- E... nie wiem, a ty?
- Chyba nic. Z pełnym żołądkiem nie mogłabym się skupić na właściwym przeżywaniu wydarzenia. - powiedział Lis.

W tym momencie przyszła mi do głowy złota myśl Ronalda Weasleya - She needs to sort out her priorities.

Rozterka paramedyczna

Czy tylko ja potrafię się skaleczyć przy zakładaniu sobie opatrunku?
Takie myśli mnie nachodzą, gdy zmieniam plastry.

Ślady na skórze

Chciałam, to mam.


dobrym słowem

Ludzie mnie nie komplementują. Nikt mi nie powie, że coś dobrze zrobiłam, albo ładnie wyglądam. Za to usłyszę: - ojej, ty wcale nie jesteś gruba! - piszesz po łacinie jak jezuita! - pani jest monumentalna jak kolumna dorycka! (true story!)
Dziś usłyszałam, że wyglądam jak Elżbieta Dzikowska. To jest dla mnie prawdziwy komplement, bo bardzo cenię panią Dzikowską :) Niemniej autorce tej pochwały chodziło o to, że znów ogoliłam głowę. Hmm...

Psychika ceramiki użykowej

- Wiewiór, chodź, kupimy nową miskę za tę, którą stłukłeś. - zagaja Lis. - Wcale jej nie stłukłem, sama się zbiła! - Dobrze, sama się zbiła. To była depresyjna miska ze skłonnościami samobójczymi. Chodź, kupimy nową miskę. Bez zaburzeń psychicznych i skłonności do autodestrukcji.

Na granicy gramatyki i sensu życia

Chrupek jest już wiekową świnką. Swoje widział. Ma dystans. Do siebie i do świata.
Opowiedziałam mu o tym, że ludzie się nienawidzą i robią sobie straszne rzeczy. Chrupek popatrzył na mnie nieco zamglonym wzrokiem, ale zrozumiał. Czasem mam wrażenie, że on już zagląda tymi oczami do innego świata. Widzi coś, czego ja nie widzę, bo ja jeszcze patrzę na świat materialny. On mieszka na granicy światów, ale wyszedł do mnie. Zapytał, co przyniosłam z zakupów. Taki mały, ale już bardzo dojrzały świniak wie, że czasem można tylko zapytać o zakupy...
Zastanawiacie się jak świnia pyta o zakupy? Podnosi głowę i mówi "burk?". Wtedy trzeba pokazać, że w siatce jest np ogórek. Gramatyka pomaga w konwersacji, ale przecież nie jest niezbędna. 
A spróbujcie komuś opowiedzieć jak umiera zagazowane sarinem dziecko. Dlaczego umiera. Żebyście znali tysiąc języków - nie dacie rady się wysłowić. 
Świnia morska to wie, dlatego pyta o zakupy.

o Wiewiórę 2

Czepiam się Wiewióra, że nie pamięta jak mamy położone kable w łazience, że do dentysty nie może trafić, że ogólnie ciapa. A on mi tak: Ja nie zwracam uwagi na rzeczy nieważne. Ja zwracam uwagę na rzeczy ważne, np. moje małżeństwo jest dla mnie ważne.
Przestałam się czepiać.

o Wiewiórę!

Odczuwam przymus życia. Długo i w dobrym zdrowiu.

Wiewiór zapisał się telefonicznie do dentysty.
Nie zauważył, że zapisał się do lekarza w innym mieście, niż to, w którym udał się na wizytę.
Muszę żyć. Ktoś musi dbać o tę Wiewiórę!

Przedawkować codzienność

Wczoraj zamachowiec samobójca wysadził się w metrze w Petersburgu.
Dziś w Syrii cywile zostali zaatakowani sarinem.

To dość trudno zrozumieć.
Chyba, że się rozejrzymy, jak wokół nas ludzie się nienawidzą.
Tylko trotylu nie mają.

Uroczystość zasadnicza

20 lat temu uchwalono Konstytucję RP.
To było wielkie coś.
Nie spadło z nieba.
Było owocem ogromnej pracy.

Miałam lat naście i jeszcze nie mogłam zagłosować w referendum, choć bardzo chciałam. Byłam wtedy dumna z mojego kraju. Czy dziś młodzi ludzie, którzy urodzili się w świecie porządku konstytucyjnego, umieją sobie wyobrazić, że kiedyś go nie było? Że prawem była wola silniejszego? Gdy chodziłam do szkoły, bardzo oszczędnie uczono dzieci o historii najnowszej. Żeby ją rozumieć, trzeba było przyglądać się programom informacyjnym, czytać gazety, samemu wyciągać wnioski. Starsi niechętnie odpowiadali na pytania. 
Dziś nie było żadnych państwowych uroczystości.

Za tydzień uroczystości państwowe będą upamiętniać katastrofę smoleńską.



na dole

Od kilku dni Lis ma doła.
Myśli o zmianie pracy.

Niestety dół podpowiada, że zmiana pracy nic nie da.

Będzie bolało

- Robię sobie nowy tatuaż - chwali się Lis.
- Ale mówiłaś, że to bolało... - zauważa E.
- Ty urodziłaś troje dzieci. Też bolało, a jakoś cię to nie powstrzymało.
- No taaaak... ale po każdym dziecku mówiłam, że to już ostatnie!

Już za chwileczkę, już za momencik

Przeczytałam kiedyś artykuł o tym, dlaczego jeden tatuaż obniża odporność organizmu, a drugi i kolejne ją wzmacniają. Z moim stanem zdrowia nie ma co ryzykować. Trzeba działać :)

Fryzjerzy nie kaszlą tyle, co ja

Drogi pamiętniczku, dziś pierwszy raz obcięłam włosy istocie obdarzonej zdolnością mowy (Wiewiór). Nawet mi ładnie wyszło. Tylko strasznie dużo włosów się nałykałam. Podejrzewam, że coś robię źle...

Działania bojowe

Moja łazienka wygląda jakby zdobywał ją Atylla okrakiem na szambiarce.

Zrobiłam hennę.

Uprałam

Chowam sfatygowany plecak do szafy.
- Upiorę cię wkrótce - mruczę pod nosem.
Kilka minut później plecak spada mi na głowę.
- No dobra, teraz cię upiorę.

Czasem materia nieorganiczna się odezwie. Nie zaszkodzi posłuchać.

Priorytety

- Masz skarpetki na lewą stronę - zauważył Lis.
- Ty się ciesz, że buty mam do pary - powiedział Wiewiór.

Właściwie to Wiewiór ma rację. Pewne sprawy nie są tak ważne...

Światełka

W filmach o szpitalach czasem pojawia się scena jak wiozą pacjenta korytarzem - personel biegnie, ktoś w tle krzyczy, że saturacja spada, a pacjent widzi tylko jak uciekają kolejne świetlówki na suficie. Patrzyłam, jak mijają świetlówki nade mną. Pośród ogromnego stresu ostatnich tygodni, to była najspokojniejsza chwila, jakiej doświadczyłam.  Kiedy już nic od nas nie zależy. Można się tylko poddać chwili. Przychodzi spokój.
Operacja się udała.  Kiedy pacjent chce żyć, medycyna jest bezsilna :)

Skalpel i tort

Jutro moja operacja. Mam stracha. Pewnie byłoby dziwne, gdybym nie miała.
Na intencję mojego dobrostanu w trakcie i po zabiegu koleżanka zobowiązała się zjeść dodatkowego loda w kształcie pandy. To piękny gest, jestem wzruszona.
Jeśli ktoś z Was chciałby dołączyć i np. jutro 3 razy podskoczyć na jednej nodze trzymając się za nos, lub zjeść dodatkowy kawałek czekolady w mojej sprawie będzie mi bardzo miło. Tylko koniecznie mi napiszcie, co wybraliście. I bardzo ładnie proszę - jeśli wybierzecie coś związanego z tortem, to na moją intencję dodatkowy kawałek tortu, a nie dodatkowy tort :D

Love letters straight from your ...phone

Ludzie w szpitalach posługują się SMSami.

Lis: Jestem już w szpitalu i czekam.
Wiewiór: głask głask
Lis: Życie jest krótkie, głaszcz mocniej
Wiewiór: GŁASK GŁASK

Chwast

- To był kiepski Dzień Kobiet, ani jednego chwasta w tym roku - powiedział Lis.
- Kupić ci chwasta? - zapytał Wiewiór.
- Nie. Taki zapowiedziany chwast się nie liczy.

Ale jednak miło, że schorowany, obolały, a chciał iść dla mnie po chwasta...

Hymn

Obraz
Ta piosenka doskonale nadaje się na hymn. Tylko czemu nasz? I czemu tak szybko?

U nas tak

Wiewiór czuje się lepiej.
Moja operacja zbliża się dużymi krokami.
Świnie nieświadomie żują zielsko.


Stada

W życiu lisiowiórczym pojawiły się szpitale.  Nie tylko Wiewiór.  Ja również.  Niemal jednocześnie.  Nieszczęścia chodzą stadami?
Nie jest nam lekko, ale się trzymamy. Bardzo dziękujemy za wszystkie ciepłe słowa, wsparcie, telefony i wiadomości.  To dla nas bardzo ważne, że wokół nas jest tyle pozytywnych emocji - pomagają nam przetrwać. 
To, czego teraz doświadczam, pewnie będę chciała opisać. Ale jeszcze nie teraz. Za trudne.

M jak...

Okoliczności: 1. Wiewiór chory. Bardzo. 2. Lisa fascynuje Mads Mikkelsen. W lisim pojęciu - ciacho.
Zdarzenie: Śpię. Śnię piękny sen. Są tam smoki, średniowieczne klimaty, ja i piękny pan MM. Słowiem cud, miód i orzeszki. Aż tu nagle pośrodku tej bajki mówię "przepraszam Mads, mój mąż mnie potrzebuje, muszę się obudzić". Obudziłam się. Wiewiór gorzej się poczuł.
Wniosek: Miłość chodzi naprawdę dziwnymi ścieżkami.

Wszyscy teraz trzemamy kciuki za Wiewióra, żeby wydobrzał. Mocno!

Culture clash - mniej culture, więcej clash

Lubię grać w gry sieciowe. Najlepiej kolorowe, o czarach, wojownikach, orkach itd. To mnie uspokaja. W tej chwili grywam w dwie takie gry.
W jednej z nich gram z grupą Brytyjczyków - wszyscy są bardzo mili, przysyłamy sobie wzajemnie prezenty, pomagamy w questach, w rozmowach nikt nie używa wulgaryzmów. Jest miło.
W drugiej grze gram z Polakami. Jeszcze nie było dnia, żeby mnie ktoś tam nie zwyzywał od kretynów, szmat, ciapatych i co tam "kolegom" do głowy przyjdzie. Zablokowałam opcję rozmów z innymi graczami.
Jak myslicie, dlaczego tak jest?

Po małej przerwie wróciłam do diety

Lis od kuchni: dieta polega m.in na powtarzaniu mantry "można się najeść jednym jabłkiem".

Bułeczka orkiszowa

Myślałam, że bojowe pieczywo krasnoludów wymyślił Pratchett.
No i krasnoludy.
Otóż nie.
Po dzisiejszym śniadaniu już to wiem.

Wydaje mi się, że umiem nieźle gotować, ale...

Posoliłam telefon. Wstyd mi.

Wdepnąć

Za górami, za lasami jest sobie firma. W firmie pracuje pan Stanisław. Pan  Stanisław nie jest wzorem cnót i kompetencji, choć za takiego stara się uchodzić. Szczególnie bliscy współpracownicy odczuwają wyraźny rozdźwięk między jego wizerunkiem, a rzeczywistością. Słowem pan Stanisław nie jest kochany i podziwiany. Żeby chociaż szanował pracę innych, ale też nie.
Pewnego dnia pan z firmy pana Stanisława zrobił literówkę i napisał Sranisław. Kiedy zobaczył pomyłkę, zaczął chichotać. Koleżanka spojrzała mu przez ramię i dalej już poszło po firmie. Nikt już inaczej nie mówi na pana Sra.. tfu! Stanisława.
Gdyby pan Stanisław był sympatycznym kolegą i kompetentnym pracownikiem, pewnie pan by szybciutko wymazał błąd i nikt by niczego nie zobaczył. Gdyby...
Jaki z tego morał? Szanuj innych, bo inaczej wszyscy będą cię mieli za Sranisława. Cała firma.

Między wierszami

Lis i Wiewiór truchtają nocą ciemną na obrzeżach miasta. - Nie właź na mnie - burknął Lis. Bo Wiewiór nie patrzy, gdzie idzie. Ciemno zresztą. - Nie włażę na ciebie - wypiera się Wiewiór. - Włazisz. - Nie włażę. - Ale chciałbyś!!

Przezorny zawsze ... ten tego...

- Siwiejesz - zauważa Lis głaskając Wiewióra - starzejesz się...
- To znaczy, że mnie zostawisz?
- To znaczy, że przestaję z tobą być dla twoich walorów fizycznych, a zacznę dla walorów finansowych. Ubezpiecz się!

O tym, dlaczego nie warto się poświęcać w pracy

Przyjdź do pracy z bolącym uchem, bo masz spotkanie z Ważnym Ktosiem. Odbierz maila od Ważnego Ktosia, że nie przyjdzie, bo ...ucho go boli.

Ablucje

Słyszę szczęk oręża i zgiełk bitewny.
Z łazienki.
Wiewiór poszedł się wykąpać.
U nas tak jest.

Zemsta

Wiewiór maniakalnie pije colę. Lis fantazjuje o tym, że wyciąga z lodówki zimną butelkę, odkręca korek i wylewa wszystko do zlewu napawając się szumem bąbelków i jękami Wiewióra.

Kontrola najwyższą formą zaufania

- Wiewiór, odkurz pod łóżkiem - powiedział Lis. Wiewiór wziął za odkurzacz, pohałasował i wrócił. Chowa odkurzacz. - Odkurzyłeś pod łóżkiem? - Tak. - Pójdę zobaczyć jak ci poszło. - KUR#@%%! Nie mówiłaś, że będziesz sprawdzać! - wściekł się Wiewiór i poszedł odkurzyć pod łóżkiem.

Miłością się karmimy

Lis ugotował carbonarę. Nieortodoksyjną, ale pyszną. No i nie czarujmy się - makabrycznie niezdrową, co bardzo cieszy Wiewióra. Żeby uratować sumienie, nałożyłam mu carbonarę i dorzuciłam garść świeżych liści szpinaku. - No i musiałaś zepsuć?! Musiałaś?? - Wiewiór okazał sceptycyzm.

Z blogiem wśród zwierząt

Co robi w dzień świnka morska?
Je, śpi, wydala (dużo), czasem coś kwiknie, ryje w sianie, pogada do innej świnki i ogólnie jest bardzo niekłopotliwym zwierzątkiem.

Co robi świnka morska między północą a 4 nad ranem?
Napierdala zębami drewniany domek, jakby od tego zależało przeżycie całego gatunku.

Ma boleć

Uciekłam z kolejnej grupy o szydełkowaniu. Bo się baby żarły, kłóciły, strzelały fochy i obrażały. Za włóczkę. Kawałek kolorowego sznurka i patyczek z haczykiem. Powód do wojny. Kalina oberwała epitety za to, że... nie używa aplikacji na telefon. Dobry powód, żeby wyzywać? Jak każdy inny.
Każdy powód jest dobry, żeby wydrwić, poniżać, ciskać chujami i kurwami jak z katapulty. Bo głosowałeś nie tak, bo masz inne spodnie, koszulę w złym kolorze, nie taką aplikację, złe lajki na fejsie. Facet ma rurki - pedał. Kobieta powie coś, z czym się nie zgadzasz - kurwa. Nie chce twych zalotów - wredna kurwa. Z pizdą jak wiadro. I brzydka. Obowiązkowo. I koniecznie niewydymana. Mniejsza z tym, jak to się ma do kurwy. Przecież nie musi być logicznie. Ma boleć.
Wiecie dlaczego ma boleć? Ja nie. Choć już kilka osób próbowało mi pokazać, że ma boleć. Mnie. Wydawało mi się, że mam pecha, bo trafiam na takie typy, ale nie. Wokół mnie masa ludzi, których ktoś próbuje poniżyć. Jak się nie da uderzyć, to c…

Spostrzeżenie Panny Ptak

Panna Ptak była piękna. Fizycznie. Ale chowała to w workowatych swetrach. Piła wódkę, paliła papierosy i czytała. Była mądra. I cyniczna. Gardziła zwłaszcza blichtrem, pieniędzmi, gadżetami. Była surowa jak matematyczne twierdzenie. Ciekawy zestaw cech dla 16-latki, prawda? Chodziłyśmy razem do liceum, ale spoglądałyśmy na siebie z daleka. Bez większego zainteresowania.
Kilka lat później w czasie przypadkowej rozmowy Panna Ptak powiedziała mi coś takiego. - Zemdlałaś na lekcji historii, a ja wtedy pomyślałam "no nareszcie". - Czekałaś? - zdzwiłam się. - Ciekawa byłam, czy zobaczę w tobie jakiś ludzki odruch. I zmedlałaś. To ludzkie. 

Dziś ludzkich odruchów mam aż za dużo. Przy jednym z nich wspomniałam Pannę Ptak. 
Myślicie czasem jak Was odbierają inni ludzie? Ile widzą? Co widzą? Ja myślę o takich rzeczach tylko jak jestem chora i nie mam siły na nic innego. Ludzkie.

Poradnik jak żyć

Z lisiego poradnika dla partnerów życiowych: Kiedy Twoja partnerka zmieni kolor włosów, pod żadnym pozorem nie wołaj na jej widok KAPRAL MARCHEWA. Żeby nie wiem jak ci się kojarzyło. Nie wołaj. Bo skończysz jak Wiewiór.

Miss Gafa

Tylko ja potrafię podać koledze papiery z tekstem DIZ SZIT IS FOR YA BEJBE, gdy do pokoju wchodzi nieśmiały Brytyjczk.

Ważne i ważniejsze

Lis wrócił z zakupów, wstawił szampon do lodówki i poszedł dziergać.

Gender w skarpetach

Program o małżeństwach w telewizorze mnie zaskoczył. Zagadał znienacka. Nie byłam na to gotowa.

- Problemem często bywają sprawy błahe, wynikające z różnic wychowania. Małżonkowie pochodzą z różnych rodzin, inaczej widzą swoje role. - mówi do mnie program. - Takie rzucanie skarpetek na podłogę. No bo jak mężczyzna rzuca skarpetki, a żona tego nie akceptuje, to zwraca mu uwagę. Jak on to ignoruje raz, drugi, piąty, to ona się powinna zastanowić - jak on jest dobrym ojcem, zarabia pieniądze, to ona przecież może podnosić te skarpetki za niego i już nie drążyć tematu. 
Że słucham?  Jak jest dobrym ojcem i zarabia pieniądze to może być fleją? A bić może? Zdradzać?  Jest jakaś granica, do której jedno się poświęca, a drugie olewa? 
Wyłączyłam.  Mam żywy dowód na to, że telewizja ogłupia. W ciągu pięciu minut oglądania wchłonęłam tak dużą dawkę treści opresyjnych, że wymagam pobytu w sanatorium. Jak muszą się czuć ci, którzy nasiąkają taką filozofią przez całe życie?

Kocha, lubi, szanuje

Często mówię Wiewiórowi, że go nie lubię. Zwłaszcza jak proszę przez kilka miesięcy o posprzątanie balkonu, czy powieszenie obrazka.
Ale tak naprawdę to go lubię. 
Najbardziej na świecie. 

Tylko nic mu nie mówcie, bo nigdy nie posprząta balkonu.

Foch książęcy

Dawno temu pewien książę chciał zabezpieczyć sukcesję swojego syna przed zakusami licznych kuzynów. Jednego z nich porwał, a pozostałym wydał bitwę.  W trakcie bitwy z koalicją chętnych kuzynów książę ... pokłócił się z własnym synem, dla którego rozpętał wojnę, "strzelił focha" i zabrał swoje wojsko, zostawiając dziedzica z całym pasztetem. Bitwa była bardzo krwawa, ale syn księcia ją wygrał, choć nie można powiedzieć, że potem żył długo i szczęśliwie. A nawet bardzo nieszczęśliwie, ale może o tym kiedy indziej.
Tak w skrócie wyglądała bitwa pod Stolcem w 1277 r. a legendarnego focha strzelił Bolesław Rogatka. 
Czemu o niej piszę? Bo jest dla mnie kwintesencją polskości. Czy jest coś bardziej polskiego niż ten książęcy foch? Dziś zerkając na współczesną politykę właściwie widzę dokładnie to samo. Oglądam programy informacyjne, gości w garniturach, a pod nimi widzę kolczugi, wkurwione piastowskie orły, a nade wszystko foch. Taka kontaminacja.

Komu pierdolnie

Tata. Synek lat kilka. Synek biegnie chodnikiem w stronę ulicy, tata podbiega, łapie go za rękę i tłumaczy, że tak nie można.  - Trzeba podejść, najpierw spojrzeć w lewo, potem w prawo, znów w lewo i dopiero jak nic nie jedzie, to przechodzisz. - tłumaczy łagodnie i cierpliwie tata. - Aha - coś tam kojarzy synek. - Nie można wbiegać na drogę, bo cię samochód pierdolnie. - zakończył wywód tata.

Logika odśnieżania

Przystanek odśnieżony.
Wejście do metra odśnieżone.
Chodnik od przystanku do metra (ok 50 m) nieodśnieżony.
Logika tak bardzo.