Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2017

Stada

W życiu lisiowiórczym pojawiły się szpitale.  Nie tylko Wiewiór.  Ja również.  Niemal jednocześnie.  Nieszczęścia chodzą stadami?
Nie jest nam lekko, ale się trzymamy. Bardzo dziękujemy za wszystkie ciepłe słowa, wsparcie, telefony i wiadomości.  To dla nas bardzo ważne, że wokół nas jest tyle pozytywnych emocji - pomagają nam przetrwać. 
To, czego teraz doświadczam, pewnie będę chciała opisać. Ale jeszcze nie teraz. Za trudne.

M jak...

Okoliczności: 1. Wiewiór chory. Bardzo. 2. Lisa fascynuje Mads Mikkelsen. W lisim pojęciu - ciacho.
Zdarzenie: Śpię. Śnię piękny sen. Są tam smoki, średniowieczne klimaty, ja i piękny pan MM. Słowiem cud, miód i orzeszki. Aż tu nagle pośrodku tej bajki mówię "przepraszam Mads, mój mąż mnie potrzebuje, muszę się obudzić". Obudziłam się. Wiewiór gorzej się poczuł.
Wniosek: Miłość chodzi naprawdę dziwnymi ścieżkami.

Wszyscy teraz trzemamy kciuki za Wiewióra, żeby wydobrzał. Mocno!

Culture clash - mniej culture, więcej clash

Lubię grać w gry sieciowe. Najlepiej kolorowe, o czarach, wojownikach, orkach itd. To mnie uspokaja. W tej chwili grywam w dwie takie gry.
W jednej z nich gram z grupą Brytyjczyków - wszyscy są bardzo mili, przysyłamy sobie wzajemnie prezenty, pomagamy w questach, w rozmowach nikt nie używa wulgaryzmów. Jest miło.
W drugiej grze gram z Polakami. Jeszcze nie było dnia, żeby mnie ktoś tam nie zwyzywał od kretynów, szmat, ciapatych i co tam "kolegom" do głowy przyjdzie. Zablokowałam opcję rozmów z innymi graczami.
Jak myslicie, dlaczego tak jest?

Po małej przerwie wróciłam do diety

Lis od kuchni: dieta polega m.in na powtarzaniu mantry "można się najeść jednym jabłkiem".

Bułeczka orkiszowa

Myślałam, że bojowe pieczywo krasnoludów wymyślił Pratchett.
No i krasnoludy.
Otóż nie.
Po dzisiejszym śniadaniu już to wiem.

Wydaje mi się, że umiem nieźle gotować, ale...

Posoliłam telefon. Wstyd mi.

Wdepnąć

Za górami, za lasami jest sobie firma. W firmie pracuje pan Stanisław. Pan  Stanisław nie jest wzorem cnót i kompetencji, choć za takiego stara się uchodzić. Szczególnie bliscy współpracownicy odczuwają wyraźny rozdźwięk między jego wizerunkiem, a rzeczywistością. Słowem pan Stanisław nie jest kochany i podziwiany. Żeby chociaż szanował pracę innych, ale też nie.
Pewnego dnia pan z firmy pana Stanisława zrobił literówkę i napisał Sranisław. Kiedy zobaczył pomyłkę, zaczął chichotać. Koleżanka spojrzała mu przez ramię i dalej już poszło po firmie. Nikt już inaczej nie mówi na pana Sra.. tfu! Stanisława.
Gdyby pan Stanisław był sympatycznym kolegą i kompetentnym pracownikiem, pewnie pan by szybciutko wymazał błąd i nikt by niczego nie zobaczył. Gdyby...
Jaki z tego morał? Szanuj innych, bo inaczej wszyscy będą cię mieli za Sranisława. Cała firma.

Między wierszami

Lis i Wiewiór truchtają nocą ciemną na obrzeżach miasta. - Nie właź na mnie - burknął Lis. Bo Wiewiór nie patrzy, gdzie idzie. Ciemno zresztą. - Nie włażę na ciebie - wypiera się Wiewiór. - Włazisz. - Nie włażę. - Ale chciałbyś!!

Przezorny zawsze ... ten tego...

- Siwiejesz - zauważa Lis głaskając Wiewióra - starzejesz się...
- To znaczy, że mnie zostawisz?
- To znaczy, że przestaję z tobą być dla twoich walorów fizycznych, a zacznę dla walorów finansowych. Ubezpiecz się!

O tym, dlaczego nie warto się poświęcać w pracy

Przyjdź do pracy z bolącym uchem, bo masz spotkanie z Ważnym Ktosiem. Odbierz maila od Ważnego Ktosia, że nie przyjdzie, bo ...ucho go boli.

Ablucje

Słyszę szczęk oręża i zgiełk bitewny.
Z łazienki.
Wiewiór poszedł się wykąpać.
U nas tak jest.

Zemsta

Wiewiór maniakalnie pije colę. Lis fantazjuje o tym, że wyciąga z lodówki zimną butelkę, odkręca korek i wylewa wszystko do zlewu napawając się szumem bąbelków i jękami Wiewióra.